13.02.2016

LBA 2

Zostałam nominowana przez http://nowezycieheroski.blogspot.com/ dzięki za nominację :D
1. Twoje największe marzenie?
A.Chciałabym mieć mega ciekawe życie, pełne przygód, książkowe.
i B. Zwiedzić świat od bieguna północnego przez Peru po biegun południowy. Najpiękniejsze, najciekawsze i najważniejsze  miejsca
2. Twój ulubiony kolor to...
niebieski i zielony
3. Najśmieszniejsza sytuacja z dzieciństwa.
Był ślub mojej cioci a ja byłam jeszcze mała. Moja babcia była mną absolutnie zachwycona, więc postanowiła chodzić od osoby do osoby i mnie pokazywać i się mną chwalić. Nosiła mnie jakby przodem do gości tyłem do siebie + miałam duży kapelusz i moja babcia nie widziała co robię a ja postanowiłam pokazać się z jak najlepszej strony i do każdej napotkanej osoby robiłam najgłupszą minę jaką tylko potrafiłam.
Teraz zawsze po latach słyszę "O, pamiętam cię, jak byłaś taka mała i na weselu..."
4. Ulubione zwierzę.
koń
5. Skąd bierzesz pomysły na opowiadania?
Z pewnego niebezpiecznego, mrocznego świata do, którego sama czasem boję się zaglądać... mojej wyobraźni.
6. Co cię najbardziej motywuje?
Pozytywne komentarze ;) ;)
7. Jakiej muzyki najczęściej słuchasz?
Różnej, od muzyki filmowej po klasyczny rock.
8. Lato czy zima?
Zdecydowanie LATO
9. Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
Bez osób, które kocham
10. Twój największy sukces.
(Super, będę mieć doła) Chyba nie mam na swoim koncie jakiś większych sukcesów...
11. Czego w sobie nie lubisz? (cechy charakteru itp. )
Jestem niezrównoważona psychicznie XD

Nominuję: http://esperanza-umiera-ostatnia.blogspot.com/

Pytam:
1. Skąd pomysł na fabułę?
2. Czy identyfikujesz się z bohaterkami o których piszesz?
3. Ulubiona piosenka?
4. Co myślisz o walentynkach?
5. Gdybyś była tańczącym żółwiem, co byś tańczyła? XD
6. Jaką chciałabyś mieć super moc?
7. Oglądasz jakiejś seriale?
8. Ulubiony instrument?
9. Co najbardziej w sobie lubisz?
10. Ranny ptaszek/ nocny marek?



02.02.2016

Rozdział 14 Bitwa


Emily stała przed zardzewiałymi drzwiami do magazynu. Odwróciła się i spojrzała  w kierunku lasu. Nikogo nie było widać, słyszała jedynie odgłosy walki. Odetchnęła z ulgą, Natlie została. Teraz była jeszcze bardziej pewna tego co chce zrobić, a w dodatku ryzykowała tylko swoim życiem. Oczywiście przydałoby się wsparcie przyjaciół, ale nie była pewna czy jeszcze ich ma...Micke'a nie widziała od kilku dobrych dni, nie pojawiał się nawet na posiłkach, szukała go wszędzie, nikt nie wiedział gdzie się właściwie podział. Może jej unikał, może uciekł z obozu, tak  jak kiedyś zamierzał...Nico....od wydarzeń na plaży kiedy Emily tylko go widziała musiała mimowolnie się uśmiechnąć, jednakże nie licząc pojedynków, Nico wydawał się jej unikać. Emily nie miała pojęcia dlaczego, unikał nawet kontaktu wzrokowego. Natalie, po tym co zrobiła...dziewczyna nie wiedziała, czy dalej ją zaliczać do grona przyjaciół!Ale przecież znała ją od tak dawna...skoro nic jej nie powiedziała musiała mieć ważny powód... Emily potrząsnęła głową, za bardzo się zamyśliła. Już miała popchnąć drzwi, kiedy usłyszała tupot nóg. Ponownie odwróciła się w kierunku lasu. Natalie biegła co sił w nogach, dopinając jeszcze swoje sztylety do paska. Jej czarne włosy były zebrane w ciasny kok na karku.
- Chyba nie myślałaś że puszczę cię samą.-ku powiedziała Natalie
- Po tym wszystkim? Trochę.-odparła Emily
-Posłuchaj, zanim wejdziesz i zrobisz coś mega głupiego...-zaczęła Natalie
-Nie musisz się tłumaczyć. Po prostu....to moja rodzina. Przepraszam, że ci nie zaufałam, próbowałaś mnie chronić...-zaczęła Emily. Ku jej zdziwieniu Natalie parsknęła śmiechem.
-Anders...jesteś jedyną osobą jaką znam, która po tym co zrobiłam byłaby w stanie przeprosić pierwsza. A teraz, jeśli pozwolisz, odstawmy wyjaśnienia i chodźmy skopać parę tyłków!
Emily uśmiechnęła się i pchnęła ciężkie drzwi do magazynu. W środku było ciemno,jedynym źródłem światła były malutkie okna pod sufitem, a dzień był ciemny i deszczowy. Przy ścianach magazynu stały zimne piece i puste półki. Na końcu pomieszczenia, na podwyższeniu stała ciemna postać. Emily wyciągnęła szable z pochwy i ostrożnie ruszyła przed siebie. Natalie poszła w jej ślady i wyciągnęła swoje sztylety
- A już się bałam, że nie przyjdziesz.- powiedziała postać. Podeszła kilka kroków tak, że dziewczyny mogły jej się przyjrzeć. Kobieta miała czarne, długie i proste włosy, bladą cerę i ciemne oczy. Była szczupła i wysoka. Jej długa,lśniąca suknia wydawała się być utkana z gwiazd.
-Wypuść moją rodzinę.-powiedziała pewnie Emily mierząc w Nyks szablą.
- Oj...chwileczkę kochana. Nie tak szybko.- powiedziała kobieta i zbliżyła się do nich- Natalie, skarbie! Co ty tutaj jeszcze robisz? Przyprowadziłaś szczęśliwą, możesz iść.
-Nigdzie się nie wybieram.-oznajmiła Natlie bojowo.
- Uważaj kochana, nie tym tonem do matki.




-Masz mnie, wypuść moją rodzinę i Micke'a. -powiedziała Emily
Nyks spojrzała na dziewczynę a ułamek sekundy później stała tuż przed nią. Wyciągnęła swoją bladą, kościstą rękę i złapała Emily za podbródek -Taka młoda, krucha...Kilka tygodni temu nie wiedziałaś o swoich mocach i roli. Uważasz, że coś się zmieniło? Wciąż jesteś nic nie znaczącą dziewczyną z Kansas. Mogłabym cię zabić jednym ruchem ręki, masz szczęście, że jesteś mi potrzebna i, że lubię się rozkoszować cierpieniem innych.- powiedziała Nyks puszczając szczękę Emily. -Nie jesteś tu jednak tylko by ocalić rodzinę, chcesz uratować Obóz, przerwać trwającą tam bitwę. Urocze. Będę wspaniałomyślna możesz wziąć swoją rodzinę i Micke'a i dać mi panować nad światem w spokoju. Albo walczyć ze mną.- powiedziała Nyks. Machnęła ręką, rodzina Emily znalazła się pod drzwiami. Nyks stała z powrotem na podwyższeniu po przeciwnej stronie hali a przyjaciółki znalazły się po środku. Rodzina dziewczyny była związana i przypięta do czegoś w rodzaju stojaka. Byli nieprzytomni. Emily i Natalie wymieniły porozumiewawcze spojrzenia po czym obróciły się w przeciwnych kierunkach.
-Niesamowite, cóż za zupełnie nieprzewidywalny zwrot akcji.- skomentowała sarkastycznie Nyks- Nie będzie tak łatwo.
Ponownie machnęła ręką. Pomiędzy Natalie a związanymi pojawili się trzej napastnicy. Byli wysocy i dobrze zbudowani. Wszyscy mieli czarne, rozłożyste skrzydła i czarne oczy. Przed Emily pojawił się identyczny zestaw.
-Jak to możliwe??!-zapytała Emily samą siebie.
- Robią wrażenie, prawa?- spytała Nyks pieszczotliwie dotykając ramienia jednego z mężczyzn. Hekate jest pod moją kontrolą! Skoro i tak zginiecie, a ja uwielbiam się chwalić...To była bułka z masłem. Wystarczyło zniewolić jedną, jedyną Lyssę. Później wszystko poszło praktycznie samo. Nie rób takich wielkich oczu Natalie, skarbie, nie masz zielonego pojęcia o Lyssie, prawda? Ahh...pokaż, że jednak masz dar rozumu Ateny Emily i powiedz jej kim ona jest.
- Lyssa to uosobienie szaleństwa. Służąca Hery. To dlatego bogowie odcięli nam zapasy. Po prostu oszaleli. -powiedziała Emily.
-Wisiorek, który dała mi Ann...Dostała go od Ateny. Ona też oszalała, prawda? Użyłaś jej żebym ci zaufała!
-Wystarczy tych plotek. Nie macie chyba całego dnia. Heloo, tam trwa walka. Mogłybyśmy wreszcie zacząć naszą, zanim zasnę na stojąco?- powiedziała Nyks teatralnie ziewając.
-Myślałam, że nigdy nie zapytasz.- odparła Emily z uśmiechem. Gwałtownie sięgnęła do kołczanu, nałożyła strzałę na cięciwę i wymierzyła do jednego z mężczyzn. Wszystko w przeciągu kilku sekund. Zwolniła cięciwę. Facet nawet nie zdołał zauważyć pędzącej w jego kierunku strzały. Wbiła się dokładnie w jego serce. Mężczyzna zamigotał i zniknął w obłoku czarnego dymu. W tym samym czasie Natalie przyjęła pozycję bojową. Sięgnęła do pasa i wyjęła swoje sztylety do rzucania. Z szybkością błyskawicy zaczęła wyrzucać jeden po drugim. Pierwszy trafił napastnika w oko, mężczyzna nawet się nie skrzywił. Z oka zamiast krwi zaczęła sączyć się czarna maź. Zdziwiona dziewczyna trafiła drugim sztyletem w jego lewe skrzydło. Dopiero trzeci i czwarty zdołały unieszkodliwić mrocznego anioła. Natalie za bardzo skupiła się na pierwszym napastniku i dopiero, kiedy zniknął w chmurze dymu zorientowała się jak blisko niej jest pozostałych dwóch. Wyciągnęli swoje miecze i zaatakowali ją jednocześnie. Wtedy dziewczyna poczuła, że ktoś styka się z nią plecami. Emily został już tylko jeden anioł, ale właśnie przypomniał sobie, że ma skrzydła. Krążył teraz nad nią unikając jej strzał.
-Schyl się!- wrzasnęła Emily. Natalie szybko wykonała polecenie. Anders obróciła się i zastrzeliła jednego z potworów atakujących Natalie. Szybujący anioł nie chcąc najwyraźniej zostawiać kompana samego rzucił się na Emily. Dziewczyna jednak szybko dobyła swojej szabli i przebiła nią napastnika na wylot. Właśnie wstawała,kiedy Natalie zrobiła to samo ze swoim.
-Ehh spodziewałam się, że nie potrwa to za długo...ale nie martw się, mam dla ciebie niespodziankę!! 
Przed Emily pojawił się Micke. Był blady i poobijany, kiedy na niego spojrzała poczuła wstyd, że on tak cierpi a ona ma tylko kilka siniaków przez krótką szamotaninę z ostatnim potworem.
- Micke!! Wszystko w porządku? Wyglądasz fatalnie.- Emily chwyciła przyjaciela chcąc go podtrzymać. Jego brązowe loki lepiły mu się do czoła, oczy wyglądały jakby zniknął z nich cały blask. Emily ujęła jego twarz w dłonie.- Wszystko będzie dobrze, obiecuję.
Kiedy tylko wypowiedziała te słowa oczy Micke'a zaświeciły się na czarno, jego skóra stała się krystaliczne biała a na plecach pojawiły się rozłożyste, czarne skrzydła.
- Nie obrazisz się chyba, że pożyczyłam twojego przyjaciela. Został, nieświadomie, no ale cóż, jednym z pierwszych moich nowych rycerzyków. Widzisz abym mogła powstać w całej swojej potędze i zawładnąć światem bez pomocy tych uciążliwych bóstw pomniejszych i rodzinki potrzebuje czegoś co masz. Wiesz chociaż co oznacza tytuł"Dziecię Olimpu" ? Nie? Kiedy się urodziłaś, twoi rodzice byli największymi herosami swoich czasów. Mieli duże problemy z przystosowaniem się do zwykłego życia. Zgadnij kto wtedy robił za niańkę? Cały Olimp!!! Na imię Emily uparła się Afrodyta, Apollo obdarzył cię wrażliwością na wszelką sztukę. Od Aresa dostałaś biegłość w walce, od Hery szczęście w małżeństwie itd. Hebe została wybrana na twoją opiekunkę i patronkę, wzięła wszystkie twoje dary i talenty i złączyła je w twoim...zgadnij...bardziej słodziaśnie już nie mogła -.- ... Sercu. Kryształowe serce to potężne źródło mocy! Tak się składa, że akurat potrzebuję takiego podręcznego silnika.
Natalie tym czasem już od paru minut zbliżała się do tylnych drzwi. Powoli i niezauważenie uwolniła rodzinę Emily. Kiedy byli już wolni wyprowadziła ich na dwór.
Micke zbliżył się do Emily.
-M..Micke? Słyszysz mnie?- zapytała ostrożnie dziewczyna, cofając się.
Chłopak nie odpowiedział jej tylko wziął zamach i wymierzył jej cios w szczękę. W pierwszym odruchu Emily uniosła dłoń by oddać chłopakowi, lecz gdy napotkała wzrok jego ciemnych oczu opuściła z rezygnacją rękę.
Natalie wiedziała, że ani ona, a Emily tym bardziej nigdy nie skrzywdziłaby Micke'a. Nie wiedząc co miałaby zrobić puściła się pędem w stronę obozowiska, aby sprowadzić pomoc.
-Micke, jesteś tam?- zapytała z nadzieją Emily. Odpowiedział jej kopnięciem w goleń. Dziewczyna opadła na kolana.
-Posłuchaj, musisz z tym walczyć!- kontynuowała. Chłopak kopnął ją w brzuch, potem w twarz, potem znowu w brzuch. Wypluła krew, pociemniało jej przed oczami. Nyks z wyrazem triumfu na twarz pochyliła się nad nią i szarpnęła dziewczynę, tak, aby klęczała. Micke chwycił ją od tyłu, tak, że dziewczyna nie mogła się ruszyć.
-To może trochę zaboleć.-powiedziała, po czym zagłębiła swoją rękę w klatce Emily. Kiedy pociągnęła dłoń do siebie, uśmiech zszedł jej z twarzy. Pociągnęła ponownie. Coś zaczęło niebezpiecznie szumieć, a Emily zaczęła świecić od wewnątrz. Nyks zaniepokojona cofnęła się, puszczając Emily, która zaczęła wyglądać jak bomba. Świst stawał się coraz głośniejszy i Emily eksplodowała światłem. Nyks wrzasnęła i zniknęła w obłoku czarnego dymu. Micke upadł bezwładnie na ziemię a z jego oczu, ust i nosa ulotnił się czarny dym. Była to ostatnia rzecz jaką widziała później ogarnęła ją ciemność.

***

Nico wpadł do magazynu z obnażonym mieczem. W środku było dziwnie ciemno i chłodno. Nico poczuł nieprzyjemny dreszcz na plecach. Ciemność w magazynie była...inna, gęsta, przytłaczająca. Jakby oblepiała magazyn od wewnątrz. Jakiejś 5 minut temu wszystkie potwory zniknęły z pola walki. Tak po prostu, ulotniły się w chmurze  ciemnego dymu. Chwilę później odnalazła go Natalie...Teraz całe niebo zasnuło się czarnymi chmurami. Było ciemno, prawie jak w nocy i zimno. Nico zastanawiał się jak mógł nie zauważyć braku Emily w swoim oddziale?  Jak mogło do tego dojść? Jak mógł spuścić ją z oczu, chodź na moment...nie, żeby ...ahhh!!
Teraz badawczo rozglądał się w ciemności, przeczesując każdy metr kwadratowy przestrzeni. Obrzucił jeszcze raz okolice drzwi.
Nico niczego jednak nie zauważył i ruszył dalej, zapomniawszy o wszelkich ostrożnościach parł naprzód. Było ciemno, w magazynie nie było ani jednej lampy a z zewnątrz sączyło się tylko delikatne, szare światło. Rozglądał się gorączkowo jednocześnie bojąc się tego co mógłby zobaczyć. Jego wnętrzności przeszył lodowaty strach. Nyks nigdzie nie było widać, potwory zniknęły. Czy to znaczy że odeszła? Wygrała? Zginęła? Została przepędzona?  Co z Emily?
Emily...Emily Emily !!! W tym momencie jej imię było jedyną rzeczą, która istniała w całym wszechświecie.
Wtedy coś zobaczył, a raczej dwa cosie...szybko podbiegł w kierunku dwóch leżących ciał i padł na kolana. To byli Emily i Micke. Natalie opadła na kolana obok niego i zajęła się Mickiem. Lecz Nico tego nie dostrzegł. Jedyne co widział, jedyne co było ważne to leżące przed nim ciało Emily. Jej twarz była blada. Dziewczyna miała dużego siniaka w okolicy ust, z rozcięcia na skroni musiała kiedyś płynąć zaschnięta już krew. Całą brodę miała we krwi. Cała była w siniakach i zadrapaniach. Wyglądała fatalnie. Nico poczuł jak coś pęka w jego wnętrzu, wziął nieprzytomną Emily w ramiona. Dzięki bogom, oddychała! Poczuł ogromną ulgę. Nagle jakby wielki głaz spadł z jego serca, odetchnął głębiej i opuścił głowę. Jego czarne, długie włosy dotknęły jej czoła. Kiedy Natalie go znalazła i powiedziała, co się stało przez jego umysł zaczęły przewijać się najczarniejsze scenariusze. Teraz wszystko będzie już dobrze, wszystko będzie dobrze... Nagle przed oczami stanął nu obraz nieprzytomnego Jasona, potrzasnął głową pozbywając się go, ona się obudzi, musi. Sztywną ręką delikatnie wygładził włosy Emily i jeszcze raz głęboko odetchnął.
-Nico, szybko!! Micke chyba się budzi.- krzyknęła Natalie. Nico klęknął przy chłopaku. Micke również nie wyglądał najlepiej. Mamrotał teraz coś pod nosem. Nico chciał się nachylić, żeby wyłapać jakieś słowa, lecz Micke nagle otworzył szeroko oczy. Wpatrywał się w nich przez chwilę w milczeniu. Był w szoku. Jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły. Chłopak zbladł jeszcze bardziej.
-O bogowie ...Nyks, rodzina Emily, Emily, co z nimi??-zapytał rozglądając się gorączkowo na wszystkie strony.
- Shh Micke, nie denerwuj się. Nyks zniknęła, rodzina Emily jest bezpieczna z Willem a Emily ...-tu Natalie spojrzała na Nica.
-Oddycha. Zaraz zabierzemy waszą dwójkę do Willa. Wszystko będzie dobrze.- powiedział Nico wstając. Uśmiechnął się pokrzepiająco do Micke'a. Wiedział, że to on częściowo odpowiada za stan Emily. Nie mógł go jednak winić...-Możesz chodzić? Dobrze, zabierajmy się stąd.
Micke wstał wspierając się na Natalie. Nico ujął Emily w ramiona i ruszyli ku wyjściu z magazynu.


------------------
pisałam to wieki....ale wreszcie jest!!!!
mam nadzieję że zostały tu jakieś cierpliwie i ciekawe duszyczki. Kolejny rozdział postaram się dodać. Kropka. Postaram się dodać.







18.08.2015

Rozdział 13 Przed bitwą

Emily siedziała w lesie na ściętym pniu razem z domkiem Hermesa, Apolla i Hadesa. Lało jak z cebra. Jej długie włosy zebrane były w ciasny kłos, żeby mogły się łatwo zmieścić pod hełmem. Jak wszyscy, Emily była ubrana w lekką, ale wytrzymałą brązową zbroję treningową, która nie krępowała jej ruchów. Na nadgarstku miała bransoletę z nadajnikiem i komunikatorem. Było około godziny 16, za chaszczami można już był dostrzec opuszczoną fabrykę.
Każdą wolną chwile podczas ostatnich kilku dni Emily wykorzystywała na naukę walki. Percy Jackson, jej nauczyciel szermierki był naprawdę pod wrażeniem jej umiejętności.
Kiedy Chejron zaprosił ją na rozmowę powiedział jej, że słyszał już kiedyś o tytule "Dziecię Olimpu". Rodzice Emily, Lara i David byli jakby Percym i Annabeth swoich czasów. Kiedy zaginęli, bogowie wiedzieli o tym. Poza tym, dwójka tak znanych herosów przyciągała potwory jak magnes. Więc do czasu, aż młode małżeństwo nie wymyśliło czegoś co chroniłoby ich rodzinę pozostawili malutką Emily pod opieką bogów. Dziewczyna została obdarzona licznymi darami, talentami i błogosławieństwami. Jedynym, czego nie mógł rozgryźć Chejron była tajemnicza ochrona, która sprawiła, że przez te wszystkie lata cała rodzina pozostała niewyczuta.
Po ognisku i ogłoszeniu ataku na fabrykę, Emily obeszła Obóz wzdłuż i wszerz próbując znaleźć Micke'a, podobno, pomimo iż był synem Hermesa, był najlepszym łucznikiem w Obozie. Niestety, musiała się zadowolić zajęciami ze swoim przyszywanym rodzeństwem od Apolla i pojedynkami z Niciem, które ku swojej wielkiej radości kilka razy wygrała!
Nieważne czy miała błogosławieństwo Aresa, czy nie, Emily czuła niepokój przed swoją pierwszą bitwą. Ciągle sprawdzała stan swojego uzbrojenia. Do boku miała przytoczony rapier i kołczan ze strzałami. Na jej kolanach leżał duży łuk refleksyjny, którym nerwowo się bawiła. Nagle poczuła czyjąś rękę na swojej dłoni szarpiącej cięciwę.
-Hej! Nie denerwuj się tak, bo ją przerwiesz.- powiedział Nico
- Rozmawiałeś z nią?- zapytała nieobecnym głosem Emily
- Natalie? Próbowałem, chyba nie jest w nastroju...
- Nie odezwała się od ogniska, nie wiem, co się dzieje...ale mam bardzo złe przeczucia. Poza tym nigdzie nie mogę znaleźć Micke'a. -powiedziała Emily patrząc w ziemię- Oh...a tak w ogóle jak był na naradzie? Jaki jest plan?
- Wyślemy 3 zwiadowców, żeby zbadali teren. Nie chcą mnie słuchać, znowu...-powiedział Nico naciągając kaptur swojej czarnej bluzy wystającej spod zbroi na czarne, mokre włosy. Jego ciemne oczy lśniły od irytacji.- Dałbym radę sam. Przeniósłbym się cieniem i po sprawie! Nie chcą mnie nawet wysłać jako jednego z trzech...
-Może to i lepiej... Kiedy ostatni raz podróżowałeś cieniem, wiesz jak to się skońzzyło. Erynia? Ciemnośc? Szpital? Coś sobie przypominasz?? Teraz kiedy wiemy, że możemy śmiało dopisać Hadesa do listy szalonych bogów, kiedy wiemy, że to on to spowodował ostatnim razem,  radziłabym ci nie podróżować cieniem.
Nico westchnął z rezygnacją i wymamrotał coś po nosem.
- Will zgłosił się na ochotnika. Mówił coś tam, że chce udowodnić, że nie jest tchórzem, zgodzili się. Miranda, wiesz, jego dziewczyna idzie z nim. Trzeci to jakiś chłopak od rzymian.
- Czekaj, co?? Will nie może iść on może umrzeć!-Emily zerwała się na równe nogi- Afrodyta...ona...jak dawno...- przerwał jej nagle alarm.
- Atakują! Zaatakowali zwiadowców! Zrobić miejsce! Ranny!
Emily popatrzyła z przerażeniem na Nica i pobiegli w stronę głosów.
***
Natalie spuściła głowę i zacisnęła oczy. Słowa alarmu kotłowały jej się w czaszce.
- Podjęłaś mądrą decyzję.- powiedziała Nyks- Stań po właściwej stronie.
Natalie stała na uboczy osłonięta swoją czarną kurtką i obszernym kapturem. na przeciwko niej stała Nyks. W zbroi tak lśniącej, że wyglądała jakby była zrobiona z gwiazd.
- Powiedziałam ci wszystko o planach, o zwiadowcach....wypuść Micke'a i rodziców Emily.- poprosiła Natalie zaciskając ręce w pięści.
-Aa-Nyks pomachała córce swoim kościstym palcem przed nosem- Jaka była druga część umowy? Przyprowadź mi Dziecię Olimpu, Emily Anders. Inaczej...-powiedziała Nyks i rozpłynęła się we mgle. Natalie odwróciła się i ruszyła przed siebie. Odgarnęła zarośla i prawie wpadła w klęczącą Emily. Na środku polany leżała na noszach Miranda z paskudną raną na brzuchu z której parował dziwny zielony dym. Była blada, oczy miała półprzymknięte z widocznymi białkami. Byłą rozpalona i spocona. Wokół niej klęczał Will, Emily, Nico i Piper a dalej stał tłum gapiów. Natalie poczuła ścisk w żołądku, Miranda była zwiadowcą. To wszystko przez Nyks....i przez nią.
- Jak źle jest?- zapytała Natalie klękając przy rannej. Odpowiedziało jej znaczące spojrzenie bladego jak ściana Willa- Jak do tego doszło??
- My...no mieliśmy już wracać...i wtedy się pojawiły. Erynie. 10. Zaatakowały nas, kazałem im uciekać i pobiegłem na nie. Nie obchodziło mnie co na ten temat mówiła Afrodyta. Pokonałem jedną i wtedy reszta ruszyła w stronę lasu. Odwróciłem się.  Oczywiście mnie nie posłuchali, zostali. Wszystkie pozostałe ruszyły na nich, chciałem ich ochronić, a przeze mnie....
-Will, spokojnie, zajmę się tym.- powiedziała Emily
- Afrodyta powiedziała, że zapłacisz najwyższą cenę?- zapytał Nico. Will potaknął.- Najwyższą ceną według Afrodyty nie jest życie...
-...miłość...- szepnęła Emily- Obiecuję, że zrobię co tylko w mojej mocy Will.
Emily położyła obie ręce na ranie Mirandy. Jej dłonie błysnęły białym światłem a Miranda gwałtownie otworzyła oczy.
- Dobrze. Przeżyje dzisiejszy dzień, ale nie wiem co będzie później. Zabierzcie ją.- rozkazała Emily wstając i odwracając się do Natalie.
- Słyszałam.- powiedziała ruszając za zarośla w stronę z której wyszła Natalie.- Zdradziłaś nas, sprzedałaś. Jak w ogóle mogłaś???! Nie rozumiesz co zrobiłaś?- Wybuchnęła kiedy znalazły się sam na sam. Jej oczy lśniły od gniewu.
- Nie, to nie tak jak myślisz. Zrobiłam to dla ciebie! Nic nie rozumiesz.- odparła Natalie
- Jak długo dla niej pracujesz? Matko...co za głupie pytanie! Jesteś jej córką! Wiedziałaś o wszystkim od początku! Jak mogłaś mi to zrobić!!!- krzyczała Emily przez łzy.
-Ona ma racje. Zrobiła to dla ciebie.- powiedział kobiecy głos zza pleców Emily. Na  gałęzi pobliskiego drzewa siedziała Lou Ellen. Jej krótkie włosy ukryte były pod czarnym hełmem z pióropuszem z kruczych piór. - Oh, ty nic nie wiesz??- Lou zeskoczyła na ziemię.- Nyks ma w niewoli całą twoją rodzinę i Micke'a. Jeśli się dobrowolnie nie poddasz, zginą...albo gorzej...
- O tym też nie zamierzałaś wspomnieć?! Micke i cała moja rodzina mogła zginąć jeżeli bym się nie dowiedziała, ale NIE ty miałaś to w dupie!! Co ty sobie myślałaś? Oh! Zdradzę Obóz i doprowadzę do masakry, wszyscy mogą zginą, ale nie, powiedzieć Emily, że może udać się do Nyks i wszystkiemu zapobiec? Nie...  - Emily zwróciła się do Lou - Gdzie ona jest? Gdzie jest Nyks!
- W magazynie, za fabryką.- odpowiedziała Lou z lekceważeniem przyglądając się swoim paznokciom.
- Może możemy uniknąć jeszcze masakry w którą zamierzałaś wpakować Obóz.- gdy tylko Emily wypowiedziała te słowa  jej i Natalie komunikatory zapaliły się na czerwono i usłyszały głos : Wszyscy na pozycje. Atak zostanie odwzajemniony. Gotować się do walki. Wszyscy na pozycje...
- Obawiam się, że jest za późno!- powiedziała Lou i zniknęła w purpurowej chmurze dymu.
Emily złapała swój łuk  i ruszyła w kierunku pola bitwy. Natalie pobiegła za nią.
-Co robisz? Twój oddział stacjonuje za strumieniem!- powiedziała Natalie. Emily odwróciła się i spojrzała na nią z wyrzutem
- Masz czelność kwestionować to co robię, kiedy próbuję wszystkich ocalić!? Po tym co TY zrobiłaś?! Już nawet brak mi słów!- krzyknęła Emily i zdzieliła dziewczynę dłonią po twarzy.
- Masz rację.-powiedziała córka Nyks rozcierając czerwony policzek- Ale, pozwól mi teraz sobie pomóc, co mam robić? ...albo inaczej...do magazynu za fabryką najbliżej jest z twojego oddziału, zza strumienia.- powiedziała Natalie wskazując ręką w kierunku oddziału Emily. Dziewczyna mruknęła coś pod nosem i zawróciła w kierunku swojego oddziału. Dobiegły na miejsce w chwili gdy oddział wyruszał na pole bitwy. Nico zobaczył je i zamachał. Emily nawet na niego nie spojrzała, przyśpieszyła tylko kroku, poprawiła broń i ruszyła w kierunku magazynu.
- Co jej się stało?- zapytał Nico zrównawszy się z Natalie
- Oszalała. Chce sama powstrzymać Nyks-odparła Natalie

_______________________________________________
wiem...obiecałam bitwę, ale nie mogłam się zebrać żeby pisać ten rozdział i nie chciałam go ciągnąć bo długi wyszedł, więc....
bitwa...ymmm wkrótce!!!!
mam nadzieją że podoba wam się nowy szablon ;) i dobór aktorów
Emily :D




14.07.2015

Rozdział 12 Propozycja

***
Było cicho. Jedynym źródłem światła było ognisko. Jego płomienie oddawały atmosferę panującą w amfiteatrze, ogień ledwo się tlił. Wszyscy po usłyszanych dopiero informacjach zamarli. Znowu nadciągały kłopoty, kolejna wojna pociągnie za sobą kolejne ofiary. Protogenoi. Najstarsi, na czele z Nyks. Osiemnastka potężnego rodzeństwa. Chejron powiedział, że musimy odliczyć od nich Gaję i Kronosa, którzy nie dołączą do braci i sióstr, ale i tak 16 to dużo... Na podwyższenie weszła Reyna otulona purpurowym płaszczem. Tlące się ognisko rzucało na jej twarz złowrogie cienie.
- Jak wszyscy wiemy, zaobserwowaliśmy ostatnio, że ktoś ulepsza potwory. Dodaje hydrom skrzydła i kiścienie na ogonach, daje eryniom zbroje... Jeśli potwory są ulepszone, powinniśmy ulepszyć swoją broń. Postanowiliśmy połączyć cesarskie złoto z niebiańskim spirzem.- powiedziała Reyna
- "Podwójnie pobłogosławione ostrze..."- dodał Chejron
-" ...dziecię Olimpu wzniesie, szczęśliwa klęskę poniesie..."-dokończyła Emily pod nosem. Siedzący obok niej Nico widząc wyraz twarzy dziewczyny szturchnął ją delikatnie w bok.
- Nie martw się, nie wiemy co dokładnie oznacza przepowiednia.- powiedział Nico- Kiedyś z przepowiedni wynikało że Per
- I pamiętaj, że nigdy nie zostaniesz sama.-dodał Micke szczerząc się i wychylając się z za siędzącej obok Emily Natalie.
- Poza tym, Natalie i Rachel miały tą samą wizję. Nyks ma obozowisko swoich potworków niedaleko. Po drugiej stronie miasta. Kuźnia w naszym obozie już rozpoczęła wytwarzać nową broń. Zbierzemy odział uderzeniowy i zaatakujemy potwor z zaskoczenia najpóźniej za 3 dni . -kontynuowała Reyna.
Rozległy się okrzyki radości i podniecenia. Ogień w ognisku zapalił się na pomarańczowo i strzelił do góry słupem jasnych płomieni. Natalie splotła nerwowo ręce. Kiedy wszyscy się rozeszli podeszła niepewnie do Micke'a.
-Musisz mi pomóc. Zrobiłam coś strasznego...-zaczęła. Jej ręce zadrżały nerwowo. Micke zdążył to zauważyć i zanim schowała dłonie za plecami.
- Hej, spokojnie złotko. Co się stało?- zapytał Micke chwytając Natalie za ręce. Dziewczynie napłynęły łzy do oczu.
- Wszystko zepsułam. Ja...ja...miałam tą wizję...i nie powiedziałam im wszystkiego. N..nie nie wiem dlaczego. Nyks...ona...ma rodzinę Emily.- powiedziała drżącym głosem Natalie
-Co?! Dlaczego jej nie powiedziałaś?-zapytał zaskoczony Micke
- Nie wiem. Nyks pokazała mi ich. Są w ciemnym pomieszczeniu z marmuru, przykuci do ściany, wydaje mi się, że są w śpiączce jak Jason. Ona chce, żebym sabotowała atak na fabrykę. Ona o nim wie...nie wiem co mam robić. Chce, żebym przyprowadziła do niej Emily.
-Emily za rodzinę Emily? Może i nie jestem geniuszem zła, ale to co najmniej dziwna propozycja dla ciebie...-powiedział Micke.
- Wyobraź sobie co by zrobiła Emily gdyby się dowiedziała...
-Zgodziłaby się.- przerwał im dziewczęcy głos. Z mroku, który otulił amfiteatr wysunęła się młoda postać. Dziewczyna, była wysoka i szczupła. Miała czarne, krótkie, wygolone z jednej strony włosy z fioletowymi pasemkami. Zmierzyła Natalie i Micke'a przenikliwym spojrzeniem swoich czarnych oczu i powiedziała: 
- Wtedy to ma sens. Ona za jej rodzinę.  Ale niestety nikt nie przewidział, że jesteś na tyle tępa, że nie powiesz najlepszej przyjaciółce, że jej rodzinie grozi śmierć! Dlatego musimy podbić stawkę.
Lou pstryknęła palcami. Micke uniósł się do góry i złapał za szyję. Dusił się i wymachiwał szaleńczo nogami.
- Sprowadzisz Emily do nas i będziesz nas informowała o planach ataku. Inaczej wszyscy zginą.
Micke zrobił się purpurowy, oczy wyszły mu na wieżk, dogasające ognisko rzucało mroczne cienie na jego twarz. Lou zacisnęła mocniej ręce. -Rozumiesz?
- Co ty robisz? Puść go! Pracujesz dla Nyks?- powiedziała Natalie. -Jak mogłaś nas zdradzić?!
-ROZUMIESZ!?- wrzasnęła dziewczyna
- T..tak.- wykrztusiła dziewczyna.
- Dobrze.- Lou rozluźniła magiczny uścisk. Micke spadł na ziemię i zaczął desperacko łapać powietrze. - Ale tak na wszelki wypadek chłopak pójdzie ze mną.- Lou machnęła ręką i oboje rozpłynęli się w chmurze fioletowego dymu. W pierwszej chwili Natalie nie mogła uwierzyć własnym oczom. Kucnęła. Na ziemi, w miejscu w którym stała Lou leżało czarne pióro. Natalie podniosła jej drżącymi rękami. To nie mogła być prawda. Wcześniej chyba tego nie zauważała, dopiero teraz. W każdym śnie, wspomnieniu, marzeniu, zawsze widziała to czarne pióro. W sumie to mogło mieć sens...jej "matka" Nyks zawsze była przedstawiana z czarnymi skrzydłami. Opiekowała się nią, mimo wszystko, czuwała. Kiedy Natalie zobaczyła Nyks w wizji...miała mieszane uczucia. Oczywiście teraz Nyks chciała ich wszystkich pozabijać, ale...czarne oczy, blada cera, czarne, długie włosy...to było takie znajome. Jakby wspomnienie z najwcześniejszych lat dzieciństwa. Czyżby Nyks choć przez chwilę się nią opiekowała? I co z Hadesem? Czemu ją uznał? Możliwe,kierowała się w kierunku domków. Na boisku niedaleko domku Hermesa zobaczyła Emily. Dziewczyna siedziała na ławce z Nickiem di Angelo i grupą osób od Apolla. Rozmawiali o czymś i śmiali się. Nie mogła jej powiedzieć, ale musiała...Annabeth! Ona będzie wiedziała co zrobić! Natalie szybko pobiegła do domku Ateny. Drzwi otworzyła jej Annabeth. Dziewczyna była ubrana po obozowemu, pomarańczowa bluzka, krótkie spodenki i gladiatorki. Jej blond włosy upięte były w luźnego koka. Szare, burzowe oczy przeszyły Natalie na wylot.
- Hej, Natalie. Co...- zaczęła z uśmiechem Ann
- Musisz mi pomóc, ja nie wiem co mam robić...- wyrzuciła z siebie Natalie. Annabeth szeroko otworzyła oczy, jakby sobie coś przypomniała i zniknęła w pokoju. Po chwili wróciła i wręczyła Natalie małe zawiniątko. Dziewczyna odwinęła chusteczkę, to był wisiorek ze czarnymi skrzydłami. Musiały być ozdabiane diamentami lub cekinami bo pięknie lśniły. Wyglądały jak wykonane z gwiazd. Oczy Natalie zaszły łzami, czarne, błyszczące skrzydła rozmazały się. Widziała ten naszyjnik. Miała go odkąd pamiętała. Kiedy matka zastępcza zdobywała jej szacunek i zaufanie dawało go jej. Rzadko się tak działo, później go zgubiła. 
- Atena mi go dała. Powiedziała, że mam go dać komuś, kto nie będzie wiedział jak postąpić.
Od nowych pytań Natalie zakręciło się w głowie. Chciała już tylko spać.  Chejron kazał jej na razie nocować  w Wielkim Domu, dopóki czegoś nie wymyśli. 


***
Kiedy ludzie od Apolla dowiedzieli się, że Emily jest ich przyszywaną siostrą nie odstępowali jej na krok. Śpiewali, grali na gitarach, rozmawiali o zbliżającej się bitwie. Kiedy Emily i Nico wreszcie ich zgubili udali się w stronę plaży. Nico ściągnął swoją kurtkę i usiedli na niej. 
- Naprawdę cię lubią.- zauważył Nico 
- Po tym jak im uciekliśmy...mogą się obrazić.- odparła ze śmiechem dziewczyna. Nico spojrzał na nią i delikatnie się uśmiechnął. 
Był ciepły wieczór. Słońce powoli zachodziło za zatoką. Woda była malachitowego koloru, nie było wiatru. Tylko czasem do brzegu dopływała jakaś większa fala. Emily wstała, zdjęła buty i ruszyła w kierunku wody. 
- Jest zimna!- ostrzegł Nico, ale ruszył za nią. Emily brodziła w wodzie, kiedy Nico podszedł odwróciła się. Stała plecami do słońca, co sprawiało, że jej włosy lśniły. Machnęła do niego, żeby podszedł bliżej. 
- Zawsze lubiłam wodę i morze. Często jeździliśmy na wakacje nad morze.- powiedziała. Nico nieśmiało wszedł do wody i wzdrygnął się. Emily roześmiała się.
- Co cię tak bawi? Zimna jest.-powiedział i ochlapał Emily. Oddała mu i delikatnie go pchnęła. Kiedy Nico chciał jej oddać i popchnął ją lekko. Dziewczyna zachwiała się i upadła do tyłu. Wpadła cała do wody zanurzając się całkowicie. Kiedy się wynurzyła chwyciła Nica za nogę i pociągnęła pod wodę. Chłopak zanurzył się i zaczął nerwowo wymachiwać rękami. 
- Nie umiem pływać- krzyknął kiedy się wynurzył. 
- Matko! Przepraszam, nie wiedziałam. Poza tym to ty zacząłeś!- odpowiedziała Emily. Nico spojrzał na nią spode łba. Odpowiedziała mu parodią jego miny. Oboje wybuchnęli śmiechem. Nico szybko spoważniał.
- Co się stało?- zapytała Emily
- Nic. Co miało się stać?- odparł. Emily spojrzała w jego ciemne oczy. Odpowiedział smutnym spojrzeniem.
- Przecież widzę...
- Ja się nie śmieję, - wyjaśnił chłopak
- Hah...Zdążyłam zauważyć,,,- powiedziała Emily i ochlapała Nica. Podniósł wzrok i spojrzał jej prosto w oczy. Mimo, że słońce już zaszło Emily dostrzegła w jego czarnych oczach blask światła.

__________________________________________________
Hejejej :D 
znowu mnie nie było ponad miesiąc :/
ale tym razem to nie moja wina!!!!! 
byłam w Londynie a teraz jestem nad morzem i nie mam za dużo czasu

wiem, że ten rozdział jest taki o, ale w natempnym będzie bitwa i chciałam, żeby była w miarę w całości :P 


07.06.2015

Rozdział 11 Szpital

***
Nico nie wiedział co się dzieje. Słyszał  krzyki, ktoś świecił mu w oczy latarką, sprawdzał puls i takie tam pierdoły.  Był zdezorientowany, dookoła zebrało się kilkanaście osób, głównie dzieci Apolla, które przebywały akurat w szpitalu. W tłumie wyszukał twarz swojej przyrodniej siostry, Natalie. Właśnie wbiegła do szpitala z uśmiechem na twarzy. Odepchnęła tłumek lekarzy i usiadła na łóżku Nica. Jej czarne włosy były rozpuszczone i swobodnie opadały jej na ramiona. Były proste i ciemne jak obsydian.
- Nico.  Co ty sobie myślałeś! Następnym razem jak będę chciał cię opatrzeć, a ty powiesz, że musisz iść do łazienki…uduszę cię. –zagroziła dziewczyna
- Nie ma sprawy.-powiedział Nico- Ominęło mnie coś ważnego?
-Mamy przepowiednie…ale to później.- powiedziała Natalie przypominając sobie, że mowa w niej także o Nicu- Byłam na Olimpie!
-Świetnie.-powiedział Nico. Lekarze już odeszli, a jego wzrok padł na dziewczynę, która nieśmiało weszła do budynku i stanęła z daleka mu się przyglądając.
- Kto to?-zapytał Nico Natalie. Dziewczyna obejrzała się i uśmiechnęła do nowoprzybyłej.- Podejdź Emily!
Emily robiła wrażenie miłej, otwartej, żądnej przygód dziewczyny. Otoczonej przyjaciółmi i kochanej. Normalnej, a jednak…niezwykłej. To tak jakbyś widział brązowego konia. Jest taki zwyczajny, ale … Nico spojrzał jej głęboko w oczy. Były niesamowite, kolorowe i pełne życia. Zielono, niebiesko, żółte. Były lekko zaszklone. Kiedy podeszła bliżej wyczuł w niej cień, mrok, smutek. Identyczny jak jego własny. Był w niej jakby rozcieńczony a najbardziej skoncentrowany na dłoni.
- Czy on coś pamięta?- zapytała Emily
- Co mam pamiętać?- zapytał Nico. Natalie opowiedziała mu o tym jak miał atak po jej dotyku, jak Emily go uspokoiła.
-„To ty”..hmm-powiedział Nico.- Nie. Nie mam zielonego pojęcia o co mi chodziło. Może po prostu stwierdziłem fakt.
Emily chwyciła Natlie za ramię i obróciła tyłem do Nica.
- Oni tu byli. Moi rodzice. Byli herosami.- powiedziała Emily- Mama od Ateny a tato od Apolla. Cały czas wiedzieli.-powiedziała Emily- Żyli jak gdyby nigdy nic! Z dala od Obozu.
- Przepraszam, że podsłuchuję, ale jeżeli dwoje herosów przebywało poza Obozem tak długo, że mają normalne życie… Jak oni to zrobili?- zapytał Nico- Przyciągnęliby masę potworów! Musisz z nimi porozmawiać! Mogą być w niebezpieczeństwie…i…czy mogłabyś mi pokazać swoją rękę?
Emily zdziwiło pytanie chłopaka, ale posłusznie wyciągnęła do niego dłoń. Nico delikatnie uchwycił ją i przesunął po niej opuszkami palca. Kiedy natrafił na żyłę oboje przebiegł dziwny dreszcz.
-Dziwne...-wymamrotał pod nosem
- To tą dłonią cię dotknęłam-wyjaśniła Emily- Później zrobiła się dziwnie szara i zimna, tak jakbym wyssała z ciebie chorobę. Will mówił mi coś o uzdrawiającym dotyku i nauczył wczoraj jak to mniej więcej kontrolować.
Nico otworzył usta, żeby podziękować dziewczynie, ale w tym samym czasie rozległy się krzyki i do szpitala wpadł tłum ludzi. Rzymianie. Wszyscy zaczęli coś krzyczeć i szukać wolnego miejsca. Chwilę później na noszach wniesiono nieprzytomną Reynę. Położono ją w odległości czterech łóżek od Nica.
Wszystkie dzieci Apolla rzuciły się ku niej i zaczęły przeprowadzać pośpieszne badania.
-...E..m..-powiedziała słabym głosem Natalie i zacisnęła dłoń na ramieniu przyjaciółki i popatrzyła na nią znacząco. W oczach Emily mignął blask zrozumienia. Znowu. - Zabierzcie...mnie...stąd.
Emily przerzuciła sobie rękę Natalie przez ramię i spojrzała wyczekująco na Nica. Jedno jej spojrzenie wystarczyło by Nico zerwał się z łóżka na równe nogi i złapał drugą rękę Natalie.
- Schowek- powiedział Nico. Korzystając z zamieszania wywołanego przybyciem rzymian szybko wymknęli się z sali. Nico prowadził ich korytarzem do pomieszczenia na końcu. W środku jedynym źródłem światła była mała żarówka zwisająca na kablach z sufitu. Pomieszczenie nie było małe, ale ciasnawe przez dużą ilość regałów z ręcznikami, pościelą, lekami, bandażami i tym podobnymi. Emily zdjęła ręczniki z jednego z regałów i podłożyła na nic głowę Natalie.
-Zaraz powinna się obudzić.-powiedziała Emily wstając. Popatrzyła na Nica ze swoją oliwkową cerą, ciemnymi oczami i czarnymi włosami w szpitalnym ubraniu wyglądał co naj mniej śmiesznie.- Nie oczekiwałam, że ze mną pójdziesz. Chciałam po prostu wiedzieć, gdzie mogę ją zanieść. Powinieneś jeszcze leżeć.
-Nic mi nie jest.- odpowiedział chłopak.- Może po prostu chciałem chociaż tak się odwdzięczyć za uzdrowienie mnie. - Nico podszedł odrobinę do dziewczyny. Miał drażniące uczucie z tyłu głowy, że powinien ją pamiętać. - Dziękuję.
- Nie ma sprawy.-odparła Emily  z uśmiechem. Spojrzała Nicowi w oczy.
- Widziałem twoje oczy- powiedział Nico pstrykając palcami.- Kiedy podróżowałem cieniem, byłem padnięty, zasnąłem na łące. Widziałem twoje oczy.
- Dlaczego niby moje?-zapytała Emily- Jestem pewna, że przynajmniej jedna osoba w Obozie ma takie same.
- Uwierz...nikt inny nie ma takich oczu.-powiedział Nico. Emily zaczerwieniła się. Stali tak chwilę w milczeniu. Nagle Natalie gwałtownie zaczerpnęła powietrza i usiadła.
-Wiem! Musimy im powiedzieć! Wiem kto powstaje tym razem.- powiedziała
-Kto? - zapytał Nico kucając przy Natalie- Kogo widziałaś?
- Moją matkę.
Nagle drzwi schowka otwarły się na oścież.
-Emily! Wszędzie cię szukałem!- krzyknął Will Solace - Co wy tutaj robicie? Nico powinieneś leżeć!
Chwycił Emily za ramię i pociągnął ku sobie.
- Musisz nam pomóc z Reyną.- dodał i pociągnął ją ze sobą do głównej sali.  Podeszli do łóżka na którym położono Reynę. Dziewczyna spała. Na skroniach miała przewiązany bandaż czerwony od krwi. Szyję, twarz i ramiona pokrywały rany, blizny, plastry i opatrunki. Leżała przykryta purpurową kołdrą a jej czarne włosy były rozpuszczone i potargane. Emily stanęła nad jej łóżkiem i położyła dłonie na jej ramionach.  Poczuła, łaskoczące ciepło od wewnętrznej strony dłoni. Żyły Reyny zalśniły a Emily wypełniły się szarawym płynem.  Złote żyły stopniowo rozrastały się po całym ciele pretorki lecząc ją. Emily skupiła się. Tak jak ją uczył Will, aby uzdrowić całkowicie, w przypadku Reyny, wszystkie żyły musiały zalśnić. Rzymianka promieniała coraz bardziej, kiedy wreszcie została cała uleczona ręce Emily zaskrzyły i powstała wielka iskra, jak przy zwarciu.  Dziewczynę nagle opuściły wszystkie siły i upadłaby na podłogę, gdyby nie podtrzymał jej Nico.
- Emily!? Wszystko w porządku.- potrząsnął delikatnie dziewczyną. Nie odpowiedziała. Jej oczy wpatrywały się w niego tępo. Zaczęła zamykać powieki.- Heeeej. Zostań ze mną. Patrz na mnie.
***
Ciemność. Emily powoli czuła, że powoli odzyskuje świadomość. Próbowała otworzyć oczy ale wydawały się ważyć tony.
-Nie śpisz.
Emily na dźwięk głosu przebiegł dreszcz.
- Dziecię Olimpu. Naprawdę? Prawie zabiłaś się sama. W sumie to może do tego jeszcze dojść. To teraz taki wyścig. Rozumiesz? Czy sama umrzesz pierwsza, czy my dopadniemy cię szybciej, bo raczej nie ma szansy, że przeżyjesz...
 -Kim ty jesteś?- zdołała wykrztusić dziewczyna.
- Nie miałaś szansy mnie poznać. Nie ty jedyna. Powiedz jej, że ja chciałam mieć ją po swojej stronie. Ona jeszcze tu będzie. Zobaczysz. Zostawi Cię, Zdradzi.
Mrok zaczął się zmieniać. Emily zobaczyła zarys kobiecej postaci. Powoli wyłaniała się z cienia. Była szczupła i wysoka. Czarne włosy opadały swobodnie po jej bokach. Była ubrana w obcisłą czarno-byszczącą  suknię. Była trupio blada. Miała ogromne, czarne skrzydła.
- Widzisz mnie. Przyglądnij się, bo to będzie ostatni widok jaki zobaczysz w swoim krótkim, nic nie znaczącym, śmiertelnym życiu! - krzyknęła kobieta. Z jej ust wyrosły wampirze kły, podniosła głowę i ku przerażeniu Emily wycelowała w nią spojrzenie czarnych, pozbawionych podziału na białko, źrenicę i tęczówkę, czysto czarnych oczu. - Zabiję cię. Moje pazury rozszarpią ci gardło na skale z mojej pierwotnej siedziby. Nienawidzę cię. Moje dzieci, rodzeństwo, zniszczymy cię i wszystko co kochasz. Nadchodzimy. Przygotujcie się herosi....i ty ćwierć krwi.
Pazury kobiety zaczęły zbliżać się w jej stronę. Zacisnęły się na gardle Emily i podniosły ją do góry. Dziewczyna machała nogami, wierciła się, próbując wydostać się z uścisku bogini. Dusiła się, ciemność przed jej oczami, o ile było to możliwe ściemniała jeszcze bardziej. Kiedy wydawało jej się, że to już koniec coś rozbłysło.
- Znajdziemy sposób na ten blask. Nie martw się kochana.- powiedziała bogini gładząc Emily pazurami po twarzy.
- Heeej. Spokojnie. Spitha!
Emily zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Rozglądnęła się, leżała na łóżku w szpitalu. Obok niej na krześle siedział Micke. Był ubrany po Obozowemu. Miał swoje, wieczne, za duże, przetarte jeansy a na koszulę z Obozu zarzuconą koszulę w kratę. Jego loczki były zmierzwione, wydawało jej się nawet, że widzi w nich kilka igieł i liści. Pewnie biegał po lesie...
- Co się stało?- zapytała Emily- Jak mnie nazwałeś?
- Wydaje mi się, że zużyłaś ociupinkę za dużo mocy. Zasłabłaś, Nico cię złapał i położył tutaj. Spokojnie to nic poważnego. - uśmiechnął się Micke- I...Spitha...Iskierka, pasuje do ciebie.
- Gdzie Natalie i Nico?- zapytała Emily
- Natalie miała wizję. Nico zaprowadził ją do Chejrona, obiecała, że jak tylko z nim porozmawia to wróci. Nie da się ukryć, nie wytrzyma beze mnie długo...
Emily parsknęła śmiechem. Podczas misji Natalie na Olimpie zdążyła się już znacznie zbliżyć do Micke'a. Kiedy przestała się śmiać opowiedziała mu o kobiecie ze skrzydłami.
- A nie mówiłem, że Spitha do ciebie pasuje!- powiedział triumfująco Micke. Kiedy rozmawiali do szpitala weszli Nico i Natalie.
- Byliśmy u Chejrona.- oświadczyła ponuro Natalie- Powstają najstarsi bogowie. Protogenoi, a na ich czele stoi Nyks.... Moja matka.


______________________________________________________
Hej moje spithy :3
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba
trochę mnie tu nie było, bo mój laptop postanowił się zepsuć... -.-
ale powróciłam z nową porcją zemdleń, wizji, iskier, ciemności I NICA DI ANGELO <3

 

 

16.05.2015

Rozdział 10 Narada

Miranda, Ann i Natalie wróciły. Miranda z prowizorycznym opatrunkiem zawiniętym wokół rany na nodze została zaniesiona do Willa, do szpitala. Chejron chciał wysłuchać sprawozdania z Olimpu więc zwołał naradę w wielkim Domu. Nico wciąż jeszcze się nie wybudził, Natalie zastępowała go na naradzie, a Miranda poprosiła w szpitalu Emily, żeby ona poszła za nią. Kiedy wszyscy zebrali się już wokół stołu do ping-ponga Chejron udzielił głosu Ann.
-Jeżeli chodzi o najważniejsze rzeczy-zaczęła, podeszła do tablicy z magnesami i chwyciła pisak- Winda na Olimp nie działa. Jest to co najmniej podejrzane. Wejścia do windy pilnuje Hydros. Od razu mówię, że poza tym, że kojarzy mi się z wodą...
- I Hydrą!-wtrącił Percy. Chejron zmarszczył brwi na imię Hydros, ale nic nie powiedział
-...i Hydrą, to go nie znam. Atena pokazała mi pomieszczenie kontrolne Zeusa. Założył monitoring i  podsłuchy w całym pałacu. Ponadto zniknął Ganimedes-podczaszy Zeusa, tuż przed randką z Hebe, z którą rozmawiały Miranda i Natalie. Afrodyta, Hera i Zeus już powariowali. Atena wspominała, też coś o przeklętej, o jakimś dziecku mroku...Mówiła, że to co nadchodzi jest gorsze niż Gaja.
-Gorsze niż Gaja?! No to nieźle- powiedział Leo i gwizdnął przeciągle
- Jest...jeszcze coś.- zaczęła Natalie cicho- Kiedy rozmawiałyśmy z Hebe. Dobra wiadomość jest taka, że powiedziała kim jest "Dziecię Olimpu".
-I co? Kto to?!- powiedzieli prawie wszyscy na raz
- To Emily.-powiedziała Natalie patrząc na przyjaciółkę, Kiedy teraz jej się przyglądała, miało to nawet sens. Emily jak to powiedziała Hebe była "złotym dzieckiem", kiedy Natalie przyszła do ich szkoły jako jedyna ją zaakceptowała. Była pomocna, dobra, taka...idealna. Najpierw Natalie to mocno wkurzało, ale później kiedy poznały się lepiej zobaczyła, że Em nie jest taka nieskazitelna jak wszyscy mówią, że potrafi się wkurzyć, że nie wszystko i wszystkich lubi.
- Ja?! Jak to możliwe! Przecież nawet nie jestem półbogiem, moi biologiczni rodzice to śmiertelnicy!- zdziwiła się Emily. No właśnie, rodzina...Emily miała Chrisa i Andy'ego, kochanych młodszych braci bliźniaków. Miała cudownych, lekko nadopiekuńczych rodziców Larę i Davida Andersów. Jej mama uczyła historii w ich szkole a tata prowadził sklep z instrumentami.
- Hebe powiedziała, że cię obserwowała, że masz dar, który wczoraj prawie odkryłaś, kiedy Nico miał atak. Że jesteś ważna i że masz w sobie krew bogów. Że chciała cię chronić. Że to złote dziecko i takie tam....-kontynuowała Natalie nerwowo szczypiąc palce. Zastanawiała się czy kontynuować, o tym co Hebe powiedziała na jej temat.
- A nie wspominała czasem nic o tym podwójnie pobłogosławionym ostrzu, które mam wznieść?-zapytała Emily
- Czyli wracając do przepowiedni nie wiemy czy Dziecię Olimpu, to "szczęśliwa" która klęskę poniesie, kim jest zdrajczyni, sprawczyni, przeklęta, wróg, król upiorów, anioł...Kontynuować?- wtrąciła się Lou Ellen
- Właściwie...ostatnio, kiedy chodziło o anioła, był to Nico di Angelo.- zauważyła Piper -Który, jak wiemy ma tytuł Króla Upiorów.
Na sali zapadła cisza. Wszyscy pomyśleli o rannym Nicu.  Natalie wstała i podeszła do Chejrona. Rozmawiali chwilę przyciszonym głosem. Chejron uniósł w zdziwieniu jedną brew. Położył dłoń na ramieniu Natalie.
- Kochami! To już chyba koniec na dzisiaj. -powiedział
Wszyscy zaczęli się szybko zbierać do wyjścia. Percy, Annnabeth, Leo i  Pipper dyskutowali nad przepowiednią porównując ją z poprzednią. Już mieli wychodzić, kiedy Chejron ponownie się odezwał.
-Nie wychodźcie, jest coś jeszcze... Natalie poprosiła, żebym zostawił tylko naj bardziej zaufanych ludzi. Ona ufa Emily. Ja ufam wam, to znaczy...reszcie też, ale...Wy macie doświadczenie. Wszyscy spojrzeli na Natalie. Jej czarne włosy, czarne spodnie, glany i czarna bluza sprawiały, że w słabo oświetlonej sali wyglądała jak blady duch. Czuła na sobie badawcze spojrzenie szarych oczu Annabeth. Wyczekujące, zaniepokojone wpatrywały się w nią, niczym wszechwiedzące burzowe niebo....ona wiedziała!
~No tak, Atena~pomyślała Natalie
- Hebe powiedziała mi coś jeszcze. Bałam się tego powiedzieć przy wszystkich. Sama Hebe powiedziała, że najchętniej by mnie zlikwidowała...-powiedziała cicho Natalie. Emily położyła jej dłoń na ramieniu w geście wsparcia uśmiechając się krzepiąco. Ciało Natalie wypełniła dziwna energia i odwaga, coś jak małe wewnętrzne słoneczko.- To ja jestem przeklęta. Powiedziała, że zostałam dotknięta przez ciemność, że jestem dzieckiem mroku, że nie powinniście mi ufać. Wtedy w szpitalu...położyłam rękę na jego czole...i...to wtedy zaczął się ten "atak". Hebe powiedziała, że to moja wina, że omal go nie zabiłam...-Natalie była bliska płaczu
-Spokojnie, przecież prawie zaraz mu przeszło. To nie było nic poważnego.-powiedziała Emily próbując pocieszyć przyjaciółkę.
- Też tak sądziłam...na początku. Przestał się rzucać i otworzył oczy, kiedy? Will pobiegł po zastrzyk uspokajający a my miałyśmy go przytrzymać. Położyłaś mu dłoń na ramieniu. Pamiętasz potem swoją rękę? Była szara i lodowata, wyssałaś z Nica to, co ja mu dałam dotykiem.- wyjaśniła Natalie. Zapadła cisza.
-To się nie trzyma kupy. - oznajmiła wreszcie Annabeth- Przecież na Olimpie musiałaś nie raz dotknąć mnie czy Mirandy. Jasona, Grovera pierwszego dnia. Kiedy witałaś się ze wszystkimi w obozie.
- Masz może jakiejś inne dary?- zapytał Leo podnosząc wzrok znad małej sprężynki, którą się bawił od początku narady- No wiesz "przeklęta dar swój doceni".
- Zanim pojawiłam się w obozie. Miałam coś w rodzaju wizji. Myślałam, że wywoływał je Nico, bo zazwyczaj wtedy ze mną rozmawiał, ale kiedy go zobaczyłam jakby jakaś bariera nagle opadła. Miałam je już dużo wcześniej. Liczy się?- zapytała
- To ma teraz sens. Że też wcześniej tego nie zauważyliśmy! Rany, Ann! Czyżby twoja znajomość greckiego zmalała?- zapytał Percy. Wstał i zaczął krążyć wokół stołu z wyrazem triumfu na twarzy - Sorry, ale skoro nawet ja to zauważyłem! Jej nazwisko! Orámata, przecież to wymowa οράματα! Wizje! Ludzie! Wow, czuję się teraz taki geniusz.
- Mój kochany geniusz- powiedziała Ann i dała mu całusa w policzek
- Jeszcze coś? Jakiejś sekrety? Nowe straszne wiadomości albo moce?- zapytał Percy
- Właściwie...jest jeszcze coś. Tylko nie wiem czy powinnam to powiedzieć. Zwariowana Afrodyta powiedziała nam coś o Willu. Nie wiem czy mogę to powtórzyć.- zawahała się Natalie
- Możemy. Powiedziała, że będzie próbował udowodnić, że nie jest tchórzem, że zostawił przeszłość daleko za sobą, że mu się nie uda i zapłaci najwyższą cenę.-dokończyła Annabeth zgrabnie omijając fragment o tym, że Miranda jest zakochana w Willu.
- Wiem, co jeszcze musicie wiedzieć. Hydra! Potwór u nas w szkole, to była Hydra. Kiedy dziewczyny były na Olimpie popytałam się trochę o nią.- oznajmiła Emily
- Nie obraź się, ale co z tego?- zapytała Natalie
- Hydra która nas goniła nie była zwyczajna. Normalnie Hydry nie mają skrzydeł i gigantycznych kiścieni na końcu ogona. Zieją ogniem , odrastają im głowy, zatruwają oddechem, ale nie mają nic na ogonie i nie latają.- powiedziała Emily
- Sugerujesz, że to nie była Hydra?- zapytała Piper
- Nie, to była Hydra. Ktoś ją tylko ulepszył.- odparła Emily
Wszyscy zaczęli pytać siebie nawzajem o bogów mających taką moc. Leo z całych sił bronił ojca mówiąc, że jeszcze nie zwariował. Nagle drzwi otworzyły się z trzaskiem i do środka wpadła Rachel. Widać było że biegła. Ubrana była jak zwykle w obozową koszulkę o kilka rozmiarów za dużą, kraciastą koszulę ubrudzoną farbami oraz podarte spodnie. Jej rude włosy były rozczochrane i rozwiane przez wiatr.
- Dwie nowe wiadomości. Raz: Rzymianie. Hazel i kilku legionistów. Przywieźli Reynę, jest w złym stanie, nieprzytomna, boją się, że umrze. Mówią coś o jakimś ataku uzbrojonych empuz. Też przestali dostawać zaopatrzenie. Mają pomysł na jakąś nową broń.- Rachel wypluwała nowe informacje z prędkością światła- Dwa: Nico się obudził.
Wszyscy zerwali się na równe nogi i wybiegli z Wielkiego Domu. Emily szybko poderwała się z miejsca, ale uderzyła udem o stół do gry. Została sama, powoli wstała i ruszyła korytarzem do głównych drzwi. W holu panował półmrok, na obitych drewniana okładziną ścianach wisiały portrety nastolatków. Emily przebiegł po plecach dziwny dreszcz, otuliła się mocniej bluzą. Na ścianie była m.in już Wielka siódemka z podpisem pod zdjęciem.
~Coś jak ściana zasłużonych~ pomyślała Emily. Niektóre ze zdjęć miały w górnym rogu czarną opaskę, na znak śmierci
Szła dalej przyglądając się każdemu herosowi. Jeden z nich szczególnie przyciągnął jej uwagę. Zdjęcie było stare, stała na nim średnio wysoka dziewczyna. W górnym rogu była czarna opaska. Kimkolwiek była, nie żyła. Ubrana była standardowo w koszulkę obozu. Miała na sobie spódnicę w pomarańczowe groszki. Dziewczyna miała krótkie, proste brązowe włosy i czarne, okrągłe okulary. W ręku trzymała stosik książek. Przypominała jej kogoś. Emily podeszła bliżej. "Lara Bell, córka Ateny. Urodzona: 20 lipiec 1980r. Zmarła: ? Status: zaginiona" Emily gwałtownie cofnęła się od ściany.
- Kiedy cię zobaczyłem po raz pierwszy, wiedziałem, że kogoś mi przypominasz. Nie wiedziałem tylko kogo.- powiedział Chejron, który nagle pojawił się przy drzwiach. - Jesteś do niej troszkę podobna.
- To moja mama- powiedziała tępo Emily. - Ale ona miała na nazwisko Mountrouse, ona żyje....
Emily podeszła do następnego zdjęcia i już wcale się nie zdziwiła, kiedy zobaczyła na nim tatę. Miał długie blond loki, niebieskie duże oczy i uśmiechał się szeroko. Jak wszyscy miał na sobie pomarańczową  bluzkę. Siedział przy ognisku trzymając gitarę. Obok niego leżał wspaniały łuk. "David Anderson, syn Apolla. Urodzony: 5 maj 1978r. Zmarł: ? Status: Zaginiony"
- Anders, nie Anderson- wyszeptała Emily i zerwała obie czarne wstążki na zdjęciach.
- Chodź już dziecko, o twoich rodzicach porozmawiamy później. Powiem ci tylko, że byli prawdziwymi bohaterami. Dużo im wszyscy zawdzięczamy. A teraz musisz zobaczyć co u Nica, a ja powitać Rzymian. Chodźmy. -powiedział Chejron i razem z Emily wyszedł w ciepłą, czerwcową noc.



___________________________________________-
Hejka :D
mam nadzieję, że ten troszeczkę nudniasty rozdział wam się spodobał
już w następnym powróci Nico <3
(prośba: jeżeli mielibyście czas znaleźć aktora, aktorkę, modelkę, dziewczynę, chłopaka ect. która mogłaby posłużyć za Emily, Natalie i Nica, wklejcie link do zdj w komentarza)
( bd robiła szablon)
Dziękuję wam za wasze motywujące komentarze, przepraszam, że znowu nie dodałam rozdziału w terminie :D :*

30.04.2015

Rozdział 9 Olimp

***
Wybiła siedemnasta. Annabeth, Miranda i Natalie stały po pawilonem ustalając ostatnie rzeczy. Annabeth miała ze sobą mały plecak i sztylet. Była ubrana w wytarte jeansy, obozową bluzkę i Natalie nerwowo poprawiała swój sztylet i zestaw gwiazdek do rzucania. Córka Demeeter, nie wzięła ze sobą żadnej broni...teoretycznie. Miała moc, jeżeli "mocą" można nazwać panowanie nad roślinami....Miranda była trochę zawiedziona, że zamiast Willa pójdzie z nimi Natalie. Naprawdę liczyła na to, że będzie z nim na "misji". Kiedy usłyszała, że ją wybrali była zdziwiona i zdenerwowana, ale kiedy okazało się, że idzie z Willem ( no i Annabeth oczywiście)... Kiedy Ann powiedziała, że Will jest zajęty i idzie z nimi nowa- Natalie. Yhh.
-Kolejna gwiazdeczka-pomyślała Miranda- zjawia się i następnego dnia na misję! Pewnie jest wyjątkowa, wybrana!- obrzuciła Natalie szybkim spojrzeniem: czarne, upięte w kok włosy, blada cera, błękitne oczy, czarne okulary, bluzka z obozu, czarna bluza, czarne spodnie, czarne glany....Hades. Sztylet w...o! czarnej! pochwie i gwiazdki do rzucania. Co za szpanerka....
W końcu wyruszyły, doszły na skraj lasu, gdzie czekała już na nie taksówka. Kierowcą był miły, starszy pan. Prowadził z Ann niezobowiązującą rozmowę o zbieraniu grzybów na Long Island. Natalie i Miranda siedziały po dwóch przeciwnych stronach tylnej kanapy. Miranda była z natury dość miłą osobą, wrażliwą, czasami nieśmiałą. W obozie była od kilku lat, razem z siostrą. Katie była pewna siebie, ale nie przeszkadzało jej, w przeciwieństwie do Mirandy, że nie była nigdy na misji i że jest niezauważalna. Może dlatego, że była grupową... Mirandę ciągnęło na misję, chciała zaistnieć. Przez kilka lat oczekiwania zdążyła znienawidzić "wyjątkowych", nie musieli nic robić, po prostu byli lepsi, z założenia wyjątkowości. Oczywiście rozumiała siedmioro wybranych najdzielniejszych herosów, ale gwiazdki, które z dnia na dzień idą na misję....
-Jak to się stało, że jesteś tu zamiast Willa?-zapytała Miranda
Natalie podniosła błękitne oczy i utkwiła badawcze spojrzenie w córce Demeter.
-Will, bał się wychylić poza obóz. Naprawdę, tak się wykręcał...-zaśmiała się cierpko- powinnaś to usłyszeć. Zrobiłby wszystko, byle tylko nie pójść! Totalny tchórz.
-Nie mów tak o nim!- oburzyła się Miranda- Will ma swoje powody...nie jest tchórzem. Jest dzielny, poza tym nie radziłabym ci obrażać najlepszego uzdrowiciela w obozie.
Natalie przechyliła głowę, jakby badała właśnie dziwne zjawisko.
-Zawsze mam jeszcze Emily...-mruknęła pod nosem Natalie
Dojechały. Taksówka zatrzymała się pod Empire State Building. Wysiadły a Ann zapłaciła kierowcy, który próbował przekonać Annabeth, że najlepsze grzyby są za Hamptons. Dziewczyny wkroczyły do holu i skierowały się do windy. W ostatniej chwili drzwi zastąpił im mężczyzna w stroju hydraulika. Był mocno opalony, miał czarne włosy i czarny zarost. Oczy były niebieskie, nienaturalnie szklisto-niebieskie. Jak woda, kiedy wydaje ci się, że nie jest przezroczysta, a jeszcze nie można powiedzieć "niebieska".
-Przepraszam najmocniej. Winda nieczynna, muszą panie pójść schodami...-powiedział z krzywym uśmiechem.
- Może się nie znam...ale co ma winda do hydrauliki?-powiedziała Natalie krzyżując ręce na klatce piersiowej. Uśmiech z twarzy mężczyzny zniknął, jak zmazany gąbkom.
-Jeśli coś wam się nie podoba, możecie wrócić później!-powiedział mężczyzna
-Yyy...Hydros, tak? Hydrosie, ja i moje koleżanki, chciałybyśmy tylko zobaczyć widok miasta z ostatniego, 102 piętra.
- I skorzystać z toalety- dodała Miranda
Hydros zmierzył je wzrokiem i wskazał pomieszczenie na końcu korytarza.
-Toaleta.-powiedział.
-Skąd wiedziałaś, że to Hydros- spytała Natalie kiedy znalazły się już w toalecie
-Miał przecież plakietkę!-wyjaśniła Ann
-Dziwaczne imię....-powiedziała Miranda
Natalie wywróciła lekceważąco oczami. Ann podeszła do ostatniej kabiny w toalecie. Na białej ścianie była przymocowana suszarka. Annabeth wyciągnęła pod nią ręce. Nie działała.
-Kiedy projektowałam Olimp...-mówiła jednocześnie odkręcając palcami śruby od spodu suszarki-stwierdziłam, że awaryjne wejście może się kiedyś przydać.- Otworzyła suszarkę i przekręciła jakiejś pokrętło. Suszarka otworzyła się jak szafka i ukazała zamek szyfrowy. Ann wpisała w niego jakiejś cyfry i płytki rozsunęły się ukazując windę. Dziewczyny szybko weszły do windy.  Ann wcisnęła złoty guzik z napisem "Olimp". Winda szarpnęła i z niesamowitym przyśpieszeniem pognała do góry.
-Mogłam was uprzedzić, że winda to dzieło Leona. Można by się tego po nim spodziewać.-powiedziała Ann.
Kiedy winda się zatrzymała znalazły się w pięknym ogrodzie z fontanną. Otaczały ją  krzaki róż, jabłonie, wiśnie. Rosły stokrotki, hiacynty, tulipany. Wszędzie kwiaty. 
-To tajny ogród-wyjaśniła Annabeth-Ulubione miejsce mojej mamy.
Atena siedziała na jednej z ławek. Była ubrana w białą szatę i grecki napierśnik, który połyskiwał niebiańskim spiżem, jak w śnie Annabeth. Nie miała hełmu, a jej czarne loki swobodnie opadały na plecy. Oczy miała zwrócone w przeciwnym kierunku, na fontannę. W dłoniach trzymała starą księgę.
Jesteście. -Atena zwróciła na nie swój wzrok, uśmiechnęła się ciepło do Mirandy i Annabeth. Kiedy spojrzała na Natalie, jej twarz przybrała nieodgadniony wyraz
-Mamo, to są Miranda i Natalie, one...-zaczęła Ann
-Wiem!- krzyknęła Atena- Wiem, KIM one są.
-Spokojnie, mamo...
-Chodźcie za mną.-powiedziała Atena i wstała. Jej biała szata zamigotała.  Dziewczyny podążyły za nią. Wyszły z ogrodu i złotymi, ukrytymi korytarzami doszły do drewnianych drzwi osłoniętych częściowo bluszczem. Atena już miała otworzyć drzwi, ale zawahała się. Odwróciła się do dziewczyn. Zlustrowała jej jeszcze raz badawczym wzrokiem.
- Czy mogłybyście zostawić mnie sam, na sam z córką?-zapytała bogini
- No, nie za bardzo.-odpowiedziała zdenerwowana Natalie- Niby gdzie mamy sobie pójść?!
Atena wyglądała jakby chciała zamienić się w Zeusa i spiorunować Natalie wzrokiem. Dosłownie
- Odwieźcie....pffff....Hebe! O! Ganimedes zniknął, pocieszcie ją czy coś...-powiedziała i odwróciła się do nich plecami i weszła do pomieszczenia za drzwiami .
- Z powrotem do ogrodu, koło windy na prawo i schodami na 2 piętro. Hebe powinna gdzieś tam być. Dowiedzcie się czegoś...w miarę możliwości unikajcie Zeusa. I zwariowanych bogów. I lepiej Dionizosa. I Aresa. No i Hery...najlepiej...nie pokazujcie się w ogóle.-powiedziała szybko Ann, zniknęła za matką i zatrzasnęła drzwi.
-Więc, zostałyśmy we dwie...-zaczęła Miranda
Natalie przewróciła oczami i energicznie ruszyła z powrotem w stronę ogrodu. Zostawiając Mirandę za sobą. Kiedy wyszły na 2 piętro ich oczom ukazało się piękne pomieszczenie, całe ze złota i marmuru. Na środku stał obficie zastawiony stół. W centralnej części stał posąg młodej kobiety w całości wykonany z lśniącego, lekko różowego marmuru. W niszach na ścianach, obok kolumn, wszędzie były małe posągi tej samej dziewczyny.
 -νεολαία-przeczytała Miranda- młodość. To tutaj, Hebe powinna tutaj być.
-Powinna, ale jej tu nie ma!-powiedziała Natalie
-Oh, zamknij się już.-odparłą Miranda-Słyszysz?
Zza zastawionego stołu dochodził cichy dźwięk. Dziewczyny podeszły. Na złotym stole leżały różne potrawy, ciasta, ryby, mięso, torty, nektar i ambrozja. Wszystko z pięknych półmiskach i talerzach.  Stół stał zastawiony od kilku dni. Jedzenie wciąż było dobre, zaczarowane, ale stół był już pokryty cieniuteńką warstwą kurzu. Natalie dotknęła kawy. Zimna. Stara. Obeszły stół dokoła. Na marmurowej posadzce siedziała skulona postać. Dziewczyna. Hebe. Siedziała z podkulonymi
nogami. Miała brązowe, proste, rozpuszczone włosy upięte z przodu diademem. Wzrok miała utkwiony w dal. Kiedyś, musiała być starannie wymalowana, ale teraz była cała rozmazana. Lekko różowa grecka sukienka była cała pomięta i miejscami podarta.
- Przyszłyście po mnie!?-krzyknęła Hebe-Czego chcecie! Zostawcie mnie samą. Hera was nasłała? Hestia? Afrodyta?!
-Nie, spokojnie. Nie skrzywdzimy cię.-powiedziała łagodnie Miranda i uklękła koło Hebe i położyła jej dłoń na ramieniu. Córka Demeter rzuciła Natalie znaczące spojrzenie, aby zrobiła to samo.
-Hahahaha. WY, nie skrzywdzicie MNIE? Sorry dziewczyny, ale chociaż nie wyglądam jestem boginią.-powiedziała Hebe
Natalie również uklękła koło Hebe i również chciała położyć dłoń na ramieniu Hebe. Ta jednak szarpnęła się do tyłu.
- Nie dotykaj mnie przeklęta! Zabierz tą dłoń! Zostałaś dotknięta przez mrok!-krzyknęła przestraszona bogini
Natalie szybko cofnęła rękę i schowała ją za siebie.
-O czym ty mówisz? Co o mnie wiesz?-zapytała Natalie
- Natalie Orámata, Hades cię uznał. Jesteś przyjaciółką Emily Andres. Zostałaś przeklęta, dotknięta. Jesteś dzieckiem mroku. Twoi rodzice umarli przy twoim urodzeniu. Chociaż tak naprawdę ich nie miałaś. Jesteś wielokrotnie adoptowana. Zawsze prędzej czy później cię oddają. Emily jest twoją jedyną przyjaciółką, złote dziecko. Do obozu przywiózł was Jason, a teraz w śpiączce. Wczoraj prawie zabiłaś Nica, na szczęście Emily już prawie odkryła swój dar...
-Stop, stop, stop! Skąd ty to wszystko wiesz? Poza tym, nie zabiłam, prawie, Nica. Miał jakiś atak....ja.- Natalie spanikowała nagłym potokiem faktów.-Obserwujesz mnie?!
-Nie ciebie, Emily. Ta dziewczyna jest bardzo ważna, ma w sobie boską krew, ma dar. To Dziecię Olimpu. Jeżeli, chciałam chronić Em musiałam cię sprawdzić. Niestety nie mogliśmy cię zlikwidować....szkoda nie?-zwróciła się do Mirandy- Jest okropnie irytująca.
-Ona...-zaczęłą Miranda, ale zmieniła temat- Ale, co się stało Hebe?
- Ganimedes, my...byliśmy umówieni na kolację. We dwoje, zero usługiwania bogom, tylko on i ja. Nie zjawił się, zniknął. Został porwany, nie wiem już sama....-zaczęła Hebe, oczy zaszły jej łzami i już prawie się rozkleiła
-Ganimedes? A on nie był, no wiesz....ukochanym Zeusa?- zapytała Natalie
Miranda i Hebe jednocześnie obdarzyły ją spojrzeniem "siedź cicho, albo to się źle skończy" Hebe westchnęła teatralnie.
- Nie musze ci nic wyjaśniać, poza tym, gdybyśmy na Olimpie bawili się w przejmowanie się tym, kto z kim, kiedy i jak często....uwierz, daleko byśmy nie zaszli...
***
Kiedy Annabeth weszła do małego pomieszczenia, jej oczom ukazał się nowoczesny panel z wieloma, małymi, kolorowymi guzikami. Na ścianach wisiały małe telewizory z obrazem z kamer monitorujących Olimp.
- Nie wiedziała, że na Olimpie jest monitoring.-powiedziała Annabeth
-Bo nie ma. Oficjalnie.-odparła Atena- Nie wiem, kiedy Zeus kazał go założyć...Nikt nie wie i nikt nie wie, że ja wiem i że wam mówię. W każdym razie, Zeus monitoruje prawie każde pomieszczenie. U Hebe twoje....towarzyszki są bezpieczne.
- Kiedy Zeus zaczął wariować?-zapytała Ann
- Nie wiem dokładnie, ale mniej więcej 3 miesiące po pokonaniu Gai. Monitoruje nas,słyszy to, co mówimy, nawet w snach naszym dzieciom. Tu jeszcze nie dotarł, zatrzymał wam dostawy ambrozji, nektaru I niebiańskiego spiżu. Jego syn jest w śpiączce a on nawet nie reaguje. Nie pozwala nam się z wami kontaktować i wychodzić.
-Przed windą w lobby stoi Hydros, nie chciał nas wpuścić....-przypomniała sobie Ann
-Hydros? Tak! Nie...nie nie nie nie nie, wszystko zaczyna do siebie pasować. Hydros! Annabeth! Musimy kończyć, muszę coś sprawdzić. Annabeth zabieraj koleżanki i z powrotem.-Atenie oczy aż błyszczały z naukowego uniesienia. Zaczęła chodzić w kółko i mamrotać coś pod nosem.
-Chwila, mamo. Mam jeszcze pytanie, raczej mi nie powiesz, o co ci teraz chodzi...Ale, dlaczego tak negatywnie zareagowałaś na Mirandę i Natalie?-zapytała Ann
Atena zatrzymała się w pół kroku i obróciła do córki. Jej szare, burzowe oczy były śmiertelnie poważne.
- Córka mroku zjawiła się w obozie. Nie wiem, czego ona chce, ale...uważajcie. Natalie ma dary, dobre...albo nie, bardziej.... pozytywne i bardzo złe. Śpiączka Jasona, to pierwszy wers przepowiedni, wiesz, że się zaczęło. To może być gorsze niż Gaja, bo jest ich więcej. Natalie odegra ważną rolę, złom, jest pod wpływami, na razie jeszcze nie, ale....złej istoty. Jej rodzic...-mówiła Atena
-Hades?- zapytała zdziwiona Ann
-Nie o niego mi chodzi. Wież, że nie możemy wam powiedzieć za dużo. Nie, nie umiem ci tego objaśnić.
-Okay. Ja już się będę zbierać....widzę, że dziewczyny wyszły od Hebe.-powiedziała Ann wskazując na jeden z monitorów. Natalie i Miranda szły usiłując chować się i skradać przez korytarz. Nagle przed nimi zmaterializowała się Afrodyta. Miała czarne, kręcone włosy i delikatną, różową suknię. Ann zawsze chciała mieć czarne włosy, uważała je za najpiękniejsze. Afrodyta wyglądała jak idealna czarnowłosa, blada  piękność.
- Musisz się pośpieszyć. Afrodyta zwariowała. Nie mogę ci pomóc. Nie może wiedzieć, z kim się spotkałaś.-powiedziała Atena
-Jestem twoją córką.-powiedziała Ann
- Wątpię by Afro wpadła na powiązanie, zwariowana Afro tym bardziej.-powiedziała Atena i zniknęła.
Annabeth rzuciła się na pomoc nieświadomym niebezpieczeństwa koleżankom. Kiedy dobiegła do nich stały już w pozycjach bojowych, a Afrodyta...wariowała? Natalie stała pół schowana za doniczką  z kwiatami.  W rękach trzymała swoje latające sztylety-gwiazdki. Córka Demeter, stała za drugą doniczką z pędami roślin oplecionymi dookoła nadgarstków.
- Jak uroczo! Kochana Annabeth, jak tam syn Posejdona? Jesteście tacy kochani, że aż mam ochotę was zniszczyć! Cudownie!-powiedziała Afrodyta
-Dziewczyny, nie możemy się nią zajmować. Zwariowała jak Zeus!-krzyknęła Ann. Miranda i Natalie szybko wycofały się ze swoich pozycji i stanęły po bokach Ann.
-Nie uciekaj, córko Demeter! Twój ukochany okazał si ę tchórzem? Chcesz wiedzieć dlaczego? Chcesz wiedzieć czy macie szansę?!-darła się dalej Afrodyta
-Nie mam ukochanego.-odparła spokojnie Miranda
- A szkoda młodego uzdrowiciela. Byłaby z was piękna para. Niestety będzie próbował udowodnić, że nie jest tchórzem, że przeszłość zostawił za sobą. Wkrótce zapłaci najwyższą cenę! Kochany, nie prawdaż?-kontynuowała bogini
-Nie!-krzyknęła Miranda- Odwrócę jej uwagę, biegnijcie do ogrodu.-szepnęła do Annabeth i ruszyła z krzykiem na boginię. Z jej rąk wystrzeliły pnącza związując nogi Afrodycie. Wtedy Afrodytę otoczył blask i już po chwili stała w zbrojnym rynsztunku dzierżąc w ręku kuszę.. Przecięła pnącza i zaczęła strzelać w Mirandę. Dziewczyna biegła czując jak powietrze obok niej, raz po raz przecina strzała. Miranda wskoczyła na ławkę, na doniczkę. Zrobiła unik przed strzałą i wyskoczyła jednocześnie strzelając z rąk pnączami. Tym razem oplotły całą postać bogini. Miranda oceniła efekt i popędziła w kierunku ogrodu. Usłyszała za sobą jeszcze wybuch roślin i krzyk bogini. Nagle poczuła piekący ból, strzała ugodziła ją w łydkę.
- Jeszcze mi za to podziękujecie! Przepraszam!-usłyszała głos Afrodyty.
- Na pewno.-powiedziała przez zaciśnięte zęby Miranda. Noga bolała ją coraz bardziej, mimo to dogoniła koleżanki i razem wsiadły do windy Leona.
-Żyjesz?- zapytała Ann, kiedy windą szarpnęło w dół
-Tak, dostałam tylko od niej w nogę. Cholernie boli.-powiedziała Miranda
Szybko, unikając Hydrosa wymknęły się z budynku i wsiadły do najbliższej taksówki.
- Jak tam pierwsza "misja" dziewczyny?-zapytała Ann
- Całkiem nieźle, dostałam w nogę, dowiedziałyśmy się trochę o życiorysie Natalie i o przekleństwach,  okazało się, że Atena nas nie lubi, Hebe boi się ręki Natalie, mamy kilka informacji co do przepowiedni....więc, nieźle?-powiedziała Miranda
-...i wiemy, że Afrodyta, Hera i Zeus zwariowali. Chyba na dziś wystarczy. Kierunek Long Island!-dokończyła Annabeth

_______________________________________________
PRZEPRASZAM
sorki
i wgl jestem zła i wgl
brak weny-> brak chęci-> "brak czasu"-> brak rozdziałów
przez baaaardzo długo, dziękuję za waszą wytrwałość i za wszystkie nominacje do LBA, pojawią się wkrótce :D
jesteście kochani, postaram się poprawić
łapajcie długaśny rozdziałek

28.03.2015

Rozdział 8 Stara strażnica


***

Will nie był na śniadaniu, naradzie ani na zajęciach. Cały czas siedział w szpitalu. Łóżka powoli pustoszały. Po paru wypadkach na zajęciach ze wspinaczki i bitwie o sztandar szpital zasiliły złamane ręce, nogi, wstrząsy mózgu...Kiedyś były to drobne urazy, ale kiedy okazało się że wstrzymano dostawy ambrozji i nektaru...Zaczęło się od tego, że Travis i Connor przeprosili w imieniu domku Hermesa za celowe rozregulowanie ścianki z lawą, a domek Aresa, za trochę celowe uszkadzanie dzieci Afrodyty...Teraz pozostali tylko Jason i Nico. Mimo, że Will był uzdrowicielem nie mógł sobie poradzić z Jsonem. Jego moc na nim nie działała. Na Nicu owszem, powoli, jakby była przyblokowana, ale działała. Za to Jason...Will winił siebie za jego stan. Miliardy razy sprawdzał sposób w jaki go uśpił. Wszystko było dobrze, a jednak....gdzieś musiał popełnić błąd. Po śniadaniu do szpitala przyszła Piper i dwie nowe. Piper przyniosła mu jego ulubione tosty z serem. Rzuciła mu smutne spojrzenie po czym usiadła przy łóżku Jasona. Piper wyglądała, jakby ktoś z niej spuścił powietrze, zwykły optymizm zniknął. Martwiła się o Jasona. Wydawał się tylko spać, nie był blady, zielony czy coś w tym stylu. Oddychał równo...chociaż Will wiedział, że nie cały czas tak było. W nocy Jason miał jakiś koszmar, oddychał nierówno a jego gałki oczne poruszały się nerwowo. Postanowił jednak nie martwić Piper takim szczegółem. Szybko zjadł swoje tosty, do tej pory nie zdawał sobie nawet sprawy jaki jest głodny. Nowe przedstawiły mu się. To właśnie Jason po nie poleciał...
-To wszystko moja wina...-powiedziała Emily, dziewczyna z brązowymi włosami zaplecionymi w niedbałego kłosa. Jej duże zielonożółte oczy były zaszklone- Gdybym mu uwierzyła, gdybym wtedy po prostu poszła. Pan Brown, Hydra by go nie zraniła. Mogłam wam zaufać. Jason nie musiałby z nią walczyć, nie zatrułaby rydwanu, nie ścigałaby nas a Jason nie musiałby później cały czas wentylować rydwanu. Nie dostałoby mu się od Clarisse, Leo nie byłby smutny, Jason żyłby normalnie.
- Nieprawda. Przestań. Nie wolno nam tak myśleć. Fata...po prostu tak miało być. Słyszałaś przepowiednię...-powiedziała Piper. Miała dar pocieszania, albo to była sprawka czaromowy. Emily obdarzyła ją słabym uśmiechem - "Dziecię gromu zaśnie pośród cieni", chodziło o Jasona, musiało, to jedyne dziecko Jupitera w obu Obozach. Jest niby jeszcze Thalia, ale...
-Chwila. Przepowiednia? Coś mnie ominęło?-przerwał jej  Will
W tym momencie w drzwiach szpitala stanęła Annabeth. Jej blond loki były swobodnie rozpuszczone. Stała pod światło, więc wydawało się, że lśnią.
-Dość dużo, mamy przepowiednię. Kolejną. "Dziecię burzy zaśnie pośród cieni, Przeklęta dar swój doceni. Nie zechcą zdrajczyni z powrotem herosi.Sprawczyni szał przynosi. Właściwie Król Upiorów ocenić nie zdoła, sukces na ofierze oprze się anioła. Podwójnie pobłogosławione ostrze dziecię Olimpu wzniesie, Szczęśliwa klęskę poniesie. Istnienie istnienie zmiecie. W domu wroga odpowiedź znajdziecie, trójkę wyślecie jedno odbierzecie. Nigdy wszystkiego nie zrozumiecie". I, dostałam wiadomość od Ateny. Wybieramy się na Olimp. Ja, Miranda od Demeter i ty.-powiedziała z uśmiechem Ann.
- Ja? Mamy tylu obozowiczów i ja? Nie mogę, muszę...-wskazał ręką szpital. Will był zaskoczony, jeszcze nigdy nie był na misji- No wiesz. Jestem w końcu uzdrowicielem.
- Zadręczysz się tutaj. Musisz iść. Nie ma opcji, postanowione.-powiedziała Annabeth stanowczym głosem - Wyruszamy po popołudniowych zajęciach.
- Nie, nie chodzi nawet o to, że czuję się winny, choć to prawda. Nico jest w ciężkim stanie.- wskazał łóżko na końcu pomieszczenia- Potrzebuje częstego "uzdrawiania" moc na nim jest dziwnie przyblokowana...Nie mogę go zostawić. Zrozum.
Annabeth przewróciła wielkimi szarymi oczami
-Niech ci będzie...Ale, załatw kogoś na swoje miejsce!
-Chwila, Will. Jest tu Nico?- zapytała Natalie. Ciemnowłosa córka Hadesa odezwała się po raz pierwszy. Za kanciastymi, czarnymi okularami jej duże błękitne oczy wpatrywały się w niego z niedowierzaniem.
-Tak, tam. A co?- odparł blondyn
Natalie popędziła we wskazanym kierunku do łóżka Nicka. Leżał na końcu sali. Oczy miał zamknięte, jego gałki oczne poruszały się niespokojnie. Był opatrzony a z jego ciała nie unosił się już dym. Jednak w dalszym ciągu był szarawy. Miał worki pod oczami, a jego czarne włosy były spocone i przyklejone do czoła. Natalie chciała odgarnąć mu pasmo włosów na bok. Dotknęła jego czoła. Spodziewał się, że będzie  rozpalony. Był lodowaty. Kiedy tylko musnęła jego skórę chłopak gwałtownie się poruszył i zaczął się rzucać przez sen mamrocząc pod nosem. Natalie przerażona zawołała Willa.
-Will, Will! Coś złego dzieje się z Nickiem.-krzyknęła
Syn Apolla, Annabeth, Piper i Emily szybko podbiegli do jego łóżka. Will najwyraźniej też nie wiedział co się dzieje. Nico rzucał się, kopał i mówił coś szybko.
- Przytrzymamy go.- zadecydowała Ann- A ty leć po coś na uspokojenie.
Will natychmiast wykonał polecenie i zniknął na zapleczu. Kiedy odbiegł dziewczyny otoczyły łóżko próbując przytrzymać Nica. Kiedy Emily położyła dłoń na jego ramieniu, chłopak zerwał się i usiadł gwałtownie zaczerpując powietrza, jakby wynurzył się z wody. Popatrzył szeroko otwartymi oczami na dziewczynę.
- To ty.-powiedział, po czym opadł spokojnie na łóżko i z powrotem pogrążył się w śnie. Już się nie miotał, oddychał równo. Gałki oczne nie poruszały się pod jego powiekami. Jego ciało odzyskało właściwą temperaturę i nie był już szary. Twarz miał spokojną i odprężoną.
- C...co się właśnie stało?- zapytała Ann świdrując Emily burzowymi oczami.
Willowi, który wrócił na całą z cenę już z zaplecza, ze zdziwienia wypadła strzykawka z Morfiną. Podbiegł do Nica.
-Puls w normie, temperatura w normie...-zaczął mamrotać do siebie. Popatrzył z uśmiechem na Emily, ale jego wzrok padł na rękę, którą dotknęła Nica.- Pokaż swoją rękę.
Dziewczyna posłusznie wyciągnęła dłoń. Wewnętrzna część jakby wessała cień z Nica i teraz była szara i lodowata. Will delikatnie ujął jej dłoń i dokładnie obejrzał z każdej strony.
-Czy twoja ręka jest teraz jakaś...no inna?-zapytał
-Poza tym, że jest cała szara i zimna? Raczej nie.-odparła
-Widzisz Will, Nickowi już lepiej. Emily cię na chwilę zastąpi..-Ann spojrzała znacząco na dziewczynę, która od razu potaknęła- Możesz iść z nami.
- No, nie wiem. A Jason? Nie mogę tak po prostu wszystkiego zostawić.-opierał się Will
- Czy ty się słyszysz? To tylko na parę godzin, tam i z powrotem!-powiedziała Natalie, jej błękitne oczy patrzyły na niego z wyrzutem.
Will nerwowo poprawił obozowy wisiorek.
-Widzisz Annabeth, Natalie chce iść. Jest nowa, ale chce iść, kazałaś mi kogoś znaleźć a ja naprawdę nie mogę. Naprawdę.-powiedział Will zmęczonym głosem
-Oh...przestań! Zwyczajnie tchórzysz. Teraz tylko pytanie, przed czym?-powiedziała Natalie- Dobrze pójdę, ale nie mam żadnego doświadczenia. Żeby potem nie było tylko na mnie!
- Niech już wam będzie. Dobrze ale... Will. Oczekuję pełnego zaangażowania w kolejnych misjach. Natalie, czekamy na ciebie z Mirandą o 17 pod pawilonem. To będzie babska misja. Nie bierz niczego. Wszystkim się zajmę, ktoś zaprowadzi was jeszcze dzisiaj do zbrojowni. Każdy heros powinien mieć swoją własną broń. -powiedziała Ann i wyszła we szpitala.

***

 Kiedy Will wreszcie wypuścił Emily i Natalie ze szpitala było już około godziny 12. Był piękny słoneczny, majowy dzień. Will skierował je pod zbrojownie. Z zewnątrz budynek nie wyglądał jakoś specjalnie. Bardziej jak schowek czy szopa. Pod zbrojownią czekał na nie Micke, chłopak od Hermesa, którego Emily poznała na śniadaniu. Obdarzył je serdecznym uśmiechem. Był ubrany w Obozową koszulkę i wytarte jeansy. Jego brązowe loki wciąż były w nieładzie. Był wysoki i dobrze zbudowany. Mógł mieć około szesnaście/ piętnaście lat.
-Micke Levart, syn Hermesa. Mam wam pomóc wybrać broń. My się już znamy....-chłopak zamyślił się i pstryknął palcami- Emily, prawda?
-Tak, a to Natalie, córka Hadesa.- przedstawiła przyjaciółkę Emily
Weszli do zbrojowni. W środku robiła o wiele większe wrażenie. Zawieszone pod sufitem, oparte o ściany, poukładane na półkach, wystawione na manekinach były różne rodzaje broni. Od łuków, mieczy i sztyletów po pistolety, granaty i bomby.
-Proszę bardzo! Do wyboru, do koloru. Każda z tych broni zrobiona została z Niebiańskiego Spiżu. Jedynego materiału, który zabija potwory.
-Potwory? Takie jak hydra?-zapytała Emily
- Jest mnóstwo mitologicznych potworów.-powiedział Micke wzruszając ramionami
Wzrok Natalie padł na jedną z półek. Podeszła bliżej. Na półce leżał sztylet. Natalie wzięła go do ręki. Był w czarno-srebrnej pochwie. Kiedy go wyjęła wydawało jej się że ostrze zalśniło. Było długie i ostre. Czuła jakby był dla niej stworzony.
- Widzę, że wybrałaś.-powiedział Micke nagle za jej plecami- Kiedyś powiedziałbym, że sztylety się nie sprawdzają, ale dużo bohaterów używało sztyletów. Ostatnio chociażby Piper i Annabeth. Radziłbym ci jeszcze wziąć mniejsze sztylety, albo gwiazdki do rzucania.
Natalie sięgnęła na półkę i ściągnęła zestaw czarnych gwiazdek. Zapięła pas z gwiazdkami i przypięła do niego pochwę ze sztyletem.
-Pasuje do ciebie.-powiedziała Emily. Ona sama nie mogła nic dla siebie znaleźć. W końcu zdecydowała się na szablę. Wyglądała trochę ja piracka. Dobrze leżała jej w ręce. Zamachnęła się nią kilka razy. Była idealna. Miała zdobioną rozbudowaną rękojeść w kształcie zgiętego liścia, lub muszli. Tak, że kiedy Emily zaciskała dłoń na rękojeści chronił ją Niebiański Spiż.
-Widzę, że wybrałyście. Dobry wybór Emily. - powiedział Micke
-Jaka jest twoja broń?-spytała Emily
- Jestem łucznikiem. -powiedział Micke -Teoretycznie zarezerwowane jest to dla Apolliniątek, no ale...
Kiedy tylko to powiedział łuk z końca sali poderwał się nagle w górę i podleciał do Emily. Był zwykły, drewniany, bez żadnych grawerunków czy ozdób. Emily wyciągnęła rękę i chwyciła łuk.
-Okeeey....nie mam pojęcia co się dzisiaj dzieje, ale chcę żeby przestało.-powiedziała stanowczo Emily
- Czyżbyś powoli traciła wiarę w to, że jesteś zwykłą śmiertelniczką Em?-powiedziała Natalie
- Po prostu już stąd chodźmy.- powiedziała Emily, wzięła szpadę, łuk, najbliższy kołczan ze strzałami i wyszła ze zbrojowni. Reszta podążyła za nią. Usiedli pod drzewem niedaleko. Micke wytłumaczył im jak pielęgnować broń.
-Oczywiście, jakby coś jestem do waszej dyspozycji. - uśmiechnął się i dyskretnie spojrzał na Natalie- Inni też, wszyscy wiedzą, że jesteście nowe. Każdy wam pomoże, bo was rozumie.
-Na pewno...-mruknęła Natalie pod nosem wstała i dodała głośniej- Muszę się przygotować. Dzięki za broń Micke.
 -Nie ma za co.-odparł Micke
- To wielkie wyróżnienie. Wyruszać na misję swojego pierwszego dnia w Obozie.-powiedział Micke do Emily patrząc na oddalającą się Natalie- Choć teoretycznie to wasz drugi dzień, a to nie misja...
- Byłeś kiedyś na misji?-zapytała Emily
- Niestety nigdy...-powiedział marzycielskim tonem
-Niestety? Dzisiaj Will okropnie się opierał, byle tylko nie iść. Szukał kogoś na swoje miejsce. Natalie i ja byłyśmy akurat w szpitalu.-powiedziała Emily
- Will się czegoś boi. Zawsze mówi, że nie może. Ale tak naprawdę coś ukrywa. Nie lubi opuszczać Obozu.-powiedział Micke
- Nie rozumiem, go. Nie mogłabym siedzieć tak cały czas tylko w jednym miejscu. To jak więzienie!-powiedziała Emily. Spojrzała na wisiorek. Było na nim sześć koralików.
-Co oznaczają te koraliki?-zapytała
-Lata spędzone w Obozie. Każdy rok to inny koralik z innym symbolem.-wyjaśnił Micke
- Jesteś tutaj sześć lat?! I nigdy nie byłeś na misji?-Emily była zaskoczona
-I do tego jestem całoroczny. Niewiele razy byłem poza Obozem.-powiedział chłopak. Bawiąc się patykiem.
-To musi być okropne...To znaczy...Obóz jest świetny, naprawdę. Ale nigdy nie wychodzić?- powiedziała dziewczyna
- Dlatego mają mnie za dziwaka i odludka. Większość wolnego czasu spędzam w lesie. Z niektórych drzew widać całe Long Island. Pokażę ci coś!- Micke poderwał się i podał Emily rękę. Dziewczyna wstała.
Szli w głąb lasu. Był piękny. Przeplatały go drobne strumyczki i  kwieciste polany. Był maj więc wszystko kwitło i pachniało.
-Tu jest pięknie.-zachwyciła się Emily
- Dziękuję! Nareszcie ktoś docenia nasz wysiłek.-powiedział nagle dziewczęcy głosik. Emily gwałtownie odwróciła się i wycelowała szpadę w postać.
-Hej! Nie celuj tym we mnie!-powiedziała ponownie postać. Była niska miała delikatne włosy w kolorze bursztynu i elfią buzię. Ubrana była w zielony chiton i sznurowane sandały. Jej uszy były lekko spiczaste. A oczy,  miały zielonkawą barwę jak chlrofil.
- Witaj Kalino. -powiedział Micke -To Emily, jest nowa.
-Hej!- powiedziała serdecznie nimfa.- Znowu będziesz siedział w lesie, zamiast z rodzeństwem?
-Wiesz jaki mam do nich stosunek...Wolę być tutaj. Poza tym Emily na razie mieszka w jedynastce, więc to prawie rodzeństwo.
- Dobrze, robisz postępy towarzyskie.-przyznała Kalina, po czym zwróciła się do Emily- Musisz zobaczyć tą jego samotnię! Jest cudowna!
W końcu doszli do wysokiego drzewa. Micke przystanął i patrzył na nią wyczekująco. Emily rozglądnęła się. Nie było tu nic specjalnego, zwykły las. Spojrzała w górę. Na wysokim drzeiwe pod którym się zatrzymali było coś przypominające domek na drzewie.
-Gratuluję spostrzegawczości. Nie jesteś pierwszą osobą, którą tu przyprowadziłem.-powiedział Micke z szerokim uśmiechem.
-Zawsze patrz w górę. Ludzie najrzadziej tam patrzą. Mama mnie tego nauczyła.- powiedziała Emily ze smutkiem
- Czy, ona....-zaczął Micke
-Nie! Żyje! Ma się dobrze. Po prostu czuję się głupio, że tak uciekłam bez słowa. Muszą się martwić.-wyjaśniła
- Masz to szczęście, że masz matkę. Ja nie. Moja mama była podróżną pisarką. Zmarła kiedy miałem dziewięć lat, następnego dnia zjawił się satyr i mnie tu przyprowadził.-powiedział. Stał chwilę ze spuszczoną głową. Jego brozowozłote oczy zaszkliły się. Po chwili jednak spojrzał w górę a na twarz powrócił zwykły uśmiech.- To co? Wchodzimy!

Widok z góry był faktycznie niesamowity. Całe Long Island, obóz, pola truskawek, las. Wszystko z góry wygląda dużo lepiej. Wiał delikatny wiatr który rozwiewał im włosy.
- To stara strażnica.-wyjaśnił Micke- Pozostała z czasów kiedy Obozu nie chroniło Złote Runo. Znalazłem ją cztery lata temu.
Strażnica była wielkości średniego pokoju. W całości wykonana z drewna. Dach zrobiony był w taki sposób, że pomiędzy nim a ścianą były wielkie otwory- okna. W środku był stół, dwa krzesła, stos książek i śpiwór.
-Śpisz tu czasem.-powiedziała Emily-To wspaniała miejsce i rozumiem, czemu spędzasz tu czas. Ale dlaczego nie wracasz do 11? Czemu nie lubisz własnego rodzeństwa?
- To nie jest tak, że ich nie lubię. Widzisz, wszyscy uważają, że dzieci Hermesa to złodzieje, dowcipnisie, oszuści i takie tam. Hermes jest bogiem kupców i złodziei. To prawda, ale dlaczego wszyscy zapominają, że jest także bogiem podróżnych? Problem w tym, że większość moich braci i sióstr to właśnie dowcipnisie ze skłonnością do kradzieży. Jestem inny. Jestem spragniony świata i podróży. Problem w tym, że dla innych wszystkie dzieci Hermesa są takie same! Kiedy byłem młodszy marzyłem, że będę jeździł z mamą po świecie. Ona będzie pisała książki podróżnicze a ja zwiedzał muzea, poznawał świat, inne kultury i ludzi. Niestety, jest to niemożliwe. Uwielbiam ten Obóz. Mam tu przyjaciół, którzy po prostu czasem rozumieją, że chcę pobyć sam. Uwielbiam zajęcia i ludzi, jeśli tylko nie jestem dla nich złodziejem. Ale, to miejsce jest też dla mnie, jak to ujęłaś więzieniem. Jestem całoroczny, bo nie mam tam nic. Nie mam do czego wracać po wakacjach. -powiedział Micke
- Rozumiem cię. Rozumiem tą samotnię i twoje marzenia. Nie wiem, co mogłabym ci powiedzieć oprócz "Jest mi przykro" i "To smutne"-powiedziała Emily
- Mieszkałaś tam dłużej. Opowiedz mi jak tam jest, opowiedz mi o świecie i o rodzinie.-poprosił Micke
Emily rozejrzała się po strażnicy w poszukiwaniu pomysłów. Jej wzrok padł na śpiwór. Opowiedziała Micke'owi, o  tym jak była z rodziną na wycieczce pod namiotami. Jak jej bracia Chris i Andy bili się o kolor śpiwora. Opowiedziała mu o wycieczce do Europy. O Włochach i Rzymie, o tym jak raz spali w śpiworach na Rzymskiej ulicy, o  Hiszpani i świetnych basenach, Portugalii i o Grecji i pięknych Atenach i morzu. Szczególnie skupiając się na Grecji. Dziwnie się czuła, jakby się chwaliła chłopakowi, który nie jest w stanie powtórzyć jej podróży. Micke słuchał jej leżąc na śpiworze z nogami wystawionymi przez okno. Od czasu do czasu jej przerywał, żeby zadać pytania. O braci, o szczegółowy opis morza czy wschodu słońca. Nagle z oddali dobiegł ich ledwo słyszalny dźwięk konchy.
- Jednym z plusów strażnicy jest to, że mimo odległości słychać konchę.-powiedział Micke wstając. Jego włosy naelektryzowały się od śpiwora i teraz wyglądał jak Meduza. Pomógł Emily wziąć łuk, zeszli po drabince i popędzili w kierunku pawilonu jadalnego na obiad.

----------------------------------------------------------------------------------------

Hejka kochani :D
przepraszam, że nie ma misji, ale powinna być ona w jednym kawałku, a nie chcę jej rozdzielać i dawać tutaj fragmętu i nie chcę tu władować całej
mam nadzieję, że wam się podoba Micke i jego samotnia XD
Ponownie zostałam nominowana do LBA, więc musze nominować ponad 10 blogów, możecie pisać swoje w kom ;)
Jak już mówiłam mam ochotę na One shota, powinien pojawić się na świętach. Na razie mam tylko propozycję Percico, ale ciągle możecie dawać inne.

 

 

 

 

 



 

Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic